Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zachwyt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zachwyt. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 kwietnia 2020

Deszcz w nocy. Odkrycie na nowo.

Jak wstałem dziś i wyjrzałem przez okno to poczułem się bardzo miło zaskoczony. W nocy padał deszcz, co w dobie suszy jest czymś bardzo potrzebnym. Chmury nadal się kłębią, jednak nie wydaje się, by miało jeszcze dziś padać. Nie mniej dla ptaków chociażby te kałuże w zagłębieniach chodników to coś na plus. Bo jakiś czas temu podobno ludzi wystawiali w parku miski z wodą dla parkowych zwierzaków. 

Wczoraj przypomniałem sobie o ,,gadających" pojazdach służb ratunkowych z Japonii. Mają tam zmyślny system, który przekazuje informacje głosowo o kolejnym manewrze takiego samochodu. Sprawdzałem czy np. w Chinach nie występuje podobne rozwiązanie, okazało się, że to chyba wyjątek na świecie. W sumie przy dużym ruchu ulicznym takie informacje podawane przez głośnik mogą ułatwić innym kierowcom decyzję, w jaką stronę odbić, przyspieszyć, zatrzymać się itp. 

Dziś polecam: Rollerball (stoner rock), Roo Panes (singer-songwriter) oraz Route 94 (dubstep, deep house, tech house). 

Pozdrawiam!

poniedziałek, 18 listopada 2019

Ważna środa. Komiks i film.

Dziś zadzwoniła do mnie pani kierownik z oddziału, gdzie miałem staż. Chyba tamten pan kierownik, z którym rozmawiałem w piątek nie znalazł dla mnie miejsca u siebie, wygląda mi to nieco na małą ,,wojnę" o mnie. :D Mam przyjść w środę z CV, wtedy też dowiem się więcej o pracy jako administrator, chociaż na razie nie mam 100% pewności czy dostanę umowę. Tak czy inaczej jest to i tak jedna z bardziej konkretnych ofert i chyba warto się jej przyjrzeć. 

Przeczytałem komiks Alison Bechdel pt. ,,Jesteś moją matką?". Historia osadza się o poszukiwanie odpowiedzi na podstawowe pytanie, jak autorka/główna bohaterka ma zbliżyć się znów do matki. Wplecione są w to elementy psychoanalizy, psychiatrii, wiele jest scen z terapii bohaterki. Ogólnie ciężka tematyka przedstawiona w dość naukowym sosie. Poza tym pojawiają się wątki związane z homoseksualnymi związkami Alison, wszystko jest jednak przedstawione w bardzo artystyczny sposób, nie ma mowy też o jakiejś taniej sensacji czy coś podobnego. Po prostu to element autoanalizy. Przebrnąłem nieco z trudem przez gąszcz obcych mi terminów, zagadnień, jednak sama kreska autorki i historia w całości mnie ujęły. 

Dziś z kolei obejrzałem film pt. ,,Granica". Nie będę wchodził w szczegóły fabularne, bo historia jest dość złożona, do tego prowadzona w dwóch kierunkach. Film zrobił na mnie spore wrażenie swoją artystyczną stroną, do pewnego momentu wszystko płynęło sobie niespiesznie. Według mnie główna bohaterka, Tina może być potraktowana jako symbol wszystkich tych, o których społeczeństwo przypomina sobie tylko wtedy, gdy ich umiejętności, kontakty, cokolwiek jest niezbędne. A tak na co dzień takie osoby żyją sobie na pograniczu społeczeństwa, a należą do niego tylko przez coś w rodzaju ,,macki", czyli właśnie tej rzeczy, umiejętności czy coś w tym rodzaju, których pożąda społeczeństwo w danej chwili. Główna bohaterka tak naprawdę poczuła się moim zdaniem wolna dopiero po poznaniu Vore i wyrzuceniu z domu swojego konkubenta. Film ten to też dość mocny przekaz o tym jak może zaboleć poszukiwanie własnych korzeni, zrozumienie swojego pochodzenia. Nie mniej ma w sobie artystyczny przekaz. 

Pozdrawiam!

piątek, 15 listopada 2019

Zakończenie stażu. Propozycja do przemyślenia.

Wczoraj zakończyłem staż, a dziś odebrałem dokumenty, po czym zawiozłem je do kadr, by rozliczyć swoją pracę. Przy okazji dowiedziałem się, że jest możliwość zatrudnienia w charakterze administratora, propozycja ciekawa, jednak wymagająca chwili zastanowienia. Zobaczę jak wszystko będzie się rozwijało z innymi propozycjami pracy, wtedy zadecyduję już co zrobić. 

Rozpocząłem przygodę z mangą, na razie czytam historię pt. ,,Samotny wilk i szczenię". Lubię takie opowieści związane w jakiejś mierze z prawdziwymi wydarzeniami, do tego główny bohater to samuraj (a to bardzo mi pasuje). Nie przeszkadza mi nawet spora dawka przemocy, krwi i śmierci. Wszystko jest tak opisane i narysowane, że chyba inaczej być nie może. 

Dziś polecam: Testament (trash metal), Ten Years After (blues rock, blues brytyjski) oraz The Academic (indie rock). 

Pozdrawiam!

poniedziałek, 7 października 2019

Muzycznie. Odkrywam nowe nuty. Frank Zappa.

Obejrzałem dziś zapis koncertu Franka Zappy z jego grupą The Mothers of Invention. Wydarzenie miało miejsce w 1973 roku w Kalifornii. Z trzech muzycznych wieczorów stworzono film muzyczny. Muszę powiedzieć, że długie, improwizacyjne formy w tej dziedzinie sztuki specjalnie do mnie nie przemawiają. Szybko się nimi nudzę, nie znajduję jakiegoś głębszego dna w takim przekazywaniu swoich emocji i myśli. Jednak ten występ obejrzałem niemal w całości (kawałek przewinąłem tylko). Wyniknęło to z energii i umiejętności wszystkich członków grupy. Najciekawsze momenty polegały między innymi na szybkim wymienianiu się niektórych muzyków przy instrumentach, wtedy pomysł na utwór zdawał się przybierać inne formy. Czasem Zappa siedział sobie na krześle paląc papierosa, zasłuchany w grę swych kolegów. Swoją drogą z publiczności też unosił się dym papierosów (dla mnie niezbyt kuszące zapachy). Ale to wszystko tworzyło atmosferę tamtych czasów. 

Pod koniec tej przygody show zrobił też pan od charakteryzacji. Zaczął od szefa-założyciela, przetarł mu twarz chusteczkami, po czym w malowniczy sposób rzucał je na scenę. Następnie przypudrował świecące się miejsca i ruszył dalej. Z saksofonistą miał problem (różnica wzrostu), stanął jednak na swojej skrzyneczce z kosmetykami i równe efektownie zabawiał się z tymi chusteczkami. Na koniec posnuł się jeszcze chwilę po scenie pytając po kolei czy nikt nie potrzebuje jego pomocy.  

Koncert zakończył się efektownymi wygibasami ludzi z widowni, którzy zostali zaproszeni na scenę do ostatniego utworu. Ekipa techniczna włączyła maszynę do baniek mydlanych, wytwornicę dymu, między muzykami wili się wyżej wymienieni ludzie, część pań rozebrała się niemal do naga (zostały tylko w bieliźnie). Ogólnie rzecz biorąc nie spodziewałem się tak ciekawych momentów, które w dodatku bardzo mi się spodobają i w jakiś stopniu przekonają do form improwizowanych. 

Dziś polecam: Andrew Bird (indie rock, folk rock), Andrew W.K. (hard rock, heavy metal, punk rock, piano rock) oraz Anekdoten (rock progresywny). 

Pozdrawiam!

sobota, 13 kwietnia 2019

Muzyczne i książkowe zakręcenie.

Dostałem ostatnio jakiegoś zakręcenia na punkcie reggae, owszem wcześniej słuchałem  najważniejszych wykonawców (ot taka zmiana klimatów muzycznych). Teraz zacząłem szukać nieco głębiej i można powiedzieć, że trochę wpadłem w te klimaty. 

Przeczytałem też ostatnio biografię Kazika Staszewskiego w formie wywiadu rzeki. A od wczoraj czytam w podobnej formie wydaną biografię Romana Kostrzewskiego z zespołu KAT. Muszę powiedzieć, że pan Roman wydaje się być bardzo inteligentną (żeby nie napisać diabelnie)  osobą, jego poglądy na rożne tematy w moim odczuciu są bardzo wyważone, a jednocześnie bardzo ,,jego". Bo czasem zdarza się tak, że nie chcąc urazić kogoś można wyzbyć się jakiegoś rodzaju prawdy ze swojego sposobu myślenia. Do tego używa języka bardzo zacnego, od czasu do czasu zdarza się jakiś wulgaryzm, jednak jest on tak dopasowany do kontekstu, że właściwie nie razi. Dziś takie połączenie jest coraz rzadsze, chociaż na niektórych może nadal robić wielkie wrażenie. 

Pozdrawiam!

środa, 27 marca 2019

Chyba nadchodzi mały remont.

Ostatnio naszło nas na pewne zmiany w łazience, podstawowa wiąże się z montażem drzwiczek rewizyjnych do wodomierzy. Niby sprawa prosta, a jednak trzeba czekać jeszcze, bo kolega Staruszka z liceum, który zna się na rzeczy ma przyciąć te drzwiczki,  a potem je zamontować. Przy okazji Rodzicielka stwierdziła, że warto znaleźć nową osłonkę na wannę, żeby nie chlapać dookoła w czasie prysznicowych sytuacji. Byliśmy w jednym molochu, niestety mają tylko ze szklanych elementów, drogie jak nie wiem. Szukam teraz alternatywy w innych, mniejszych sklepach, może tam jeszcze zostały tańsze, plastikowe osłonki. Ostatecznie i tak pewnie za wcale nie długi czas trzeba będzie pomyśleć o brodziku zamiast wanny (nikt właściwie nie korzysta z funkcji ,,kąpiel", poza tym wchodzenie i wychodzenie z biegiem lat nie staje się wcale prostsze). 

Dziś płyta Chrisa Cornella ,,Higher Truth". W większości to akustyczne granie, chociaż zdarzają się momenty odrobinę mocniejsze. Ma się wrażenie, jakby znało się zamiary twórcy od pierwszego do ostatniego dźwięku, tak są dobrze do siebie dobrane. Do tego Chris ze swoim głosem, którym maluje przeróżne emocje i mamy bardzo dobry muzyczny koktajl. Nie mam co do tego wątpliwości, że artysta ten zostawił mocny odcisk w światowej muzyce, zarówno ze swoimi zespołami jak i solowo. Daję 10/10. 

Pozdrawiam!

czwartek, 28 lutego 2019

Kolejne łyki kultury.

Zasmakowałem coś w tych łykach kultury. Dziś z Rodzicielką byłem w Muzeum Narodowym, udało nam się zobaczyć dwie wystawy. Jedna z nich miała już być zamknięta, a rzeczywistość wyglądała inaczej. Chociaż osobiście mógłbym sobie darować tę część zwiedzania. Nigdy nie rozumiałem sztuki nowoczesnej, a kubizmu to już zupełnie. Obejrzeliśmy mini wystawę ceramiki z malunkami Pablo Picasso (rzecz dla koneserów jednak). Druga część zwiedzania miała w sobie więcej intrygujących treści. Za pomocą dzieł sztuki starano nakreślić się drogę Polski od mniej więcej 1905 roku, do 1918 roku. Część z obrazów widziałem już wcześniej, w innych salach, jednak wyciągnięto też z magazynów takie eksponaty, które widziałem po raz pierwszy. Jak zwykle zachwyciłem się malarstwem Jacka Malczewskiego, Wojciecha Kossaka, odkryłem m.in. Stanisława Fabijańskiego, Władysława Wankie czy Leopolda Gottlieba. Wrażenie zrobiła też na mnie sala z popiersiami i obrazami przedstawiającymi marszałka Józefa Piłsudskiego. Niektóre z rzeźb były naprawdę sporych rozmiarów, a różnorodność przedstawienia tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że wszyscy mogą widzieć tą samą osobę czy zjawisko, a jednak odbiór może być skrajnie różny. 

Dziś polecam:Electric Guest (indie pop, indie rock, indietronica, dream pop), Electric President (folktronica, indie pop, elektroniczna) oraz Elise LeGrow (soul, blues, funk). 

Pozdrawiam! 

wtorek, 16 października 2018

Hiszpania część 7.

30 września podjechaliśmy kolejny raz do Marbelli. Zahaczyliśmy znów o stare miasto, jednak głównym punktem miała być promenada nad morzem i park. 

Nie wiedziałem do tego czasu, że Salvador Dali stworzył tyle rzeźb. Parę z nich stanęło między parkiem miejskim i promenadą. Wcześniej zachwyciłem się rzeczonym parkiem. Roślinność zniewalała, jak zobaczyłem banany rosnące sobie jak gdyby nigdy nic właściwie w centrum miasta, to odpadłem. Do tego wielka ilość cienia, fontanny i mamy znakomite miejsce na ucieczki przed upałem. Promenada nad morzem specjalnie nie różniła się jakoś od tej w Puerto Banus, może było więcej knajp, sklepów z pamiątkami itp. Trafiliśmy też dobrze, bo tego dnia wystawiono kilkadziesiąt zabytkowych aut wzdłuż tej nadmorskiej ścieżki. Szczerze mówiąc nigdy nie widziałem tak wypieszczonych aut, których wiek był pewnie dwu, trzy, a może i więcej krotnością mojego. :) 










Pozdrawiam!

poniedziałek, 15 października 2018

Hiszpania część 6.

29 września byliśmy na drugiej wycieczce, tym razem w Sewilli. 

Pierwszym przystankiem był Plac Hiszpański, do którego doszliśmy o ile pamięć mnie nie myli przez park Marii Luisy (bo mógł to być któryś z kolejnych punktów programu). Muszę powiedzieć, że początkowo nie zrobił ten plac jakiegoś większego wrażenia na mnie, dopiero jak przeglądałem zdjęcia zobaczyłem co nieco więcej w nim. 

Następnie poszliśmy do kościoła El Salvador. I tu już nastąpił mój pierwszy nokaut związany z architekturą miejsca. Jednak największy zachwyt miał jeszcze nadejść. 

Przeszliśmy małymi uliczkami byłej dzielnicy żydowskiej, aż dotarliśmy do katedry (pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny). Muszę powiedzieć, że już z zewnątrz robiła wrażenie, po wejściu zachwyt tylko rósł, wspaniały plac z drzewkami pomarańczowymi (chyba?). Wnętrze to już zupełna jazda bez trzymanki, co chwila nowe doznania, bodźce, elementy architektoniczne do podziwiania. Każdy kolejny fragment większy, wspanialszy od poprzedniego. Ilość zdobień, złota, detali wszelakich powoduje niemal zawrót głowy. Jedynym chyba momentem, który zapamiętałem był grobowiec Krzysztofa Kolumba. Reszta to czyste emocje związane z podziwianiem tak niezwykłego miejsca (z kilkoma rekordami Guinnessa powiązanymi z wielkością katedry). Na koniec weszliśmy na Giraldę (dawny minaret), wspinaczka właściwie nie była męcząca, bowiem zamiast schodów było ok. 40 podestów połączonych dość delikatnie wspinającymi się podejściami. Tylko ostatni kawałek był ze schodami. Trafiliśmy akurat na moment, gdy zaczęły dzwony bić, z wrażenia i głośności dźwięku mało nie wróciłem na sam dół wieży. :) Sam widok na Sewillę można streścić jako wszechobecna biel z drobnymi wstawkami w innych kolorach. Gdy wracaliśmy do autokaru widzieliśmy jeszcze parlament Andaluzji i mur Królewskiej Fabryki Cygar. 

Do Sewilli była jedna pani przewodnik, która opowiedziała nam w czasie jazdy sporo o historii Hiszpanii i regionu, dzięki czemu wiele rzeczy ułożyło mi się w logiczną całość. Jednak najlepsze historie miała dla nas druga pani przewodnik, będąca historykiem sztuki. Niektórzy narzekali na nadmiar informacji, dla mnie były to najlepiej podane informacje od paru ładnych lat. 








Pozdrawiam!

środa, 19 września 2018

Zachwyt po raz drugi.

Jak przejechałem rowerem na drugą stronę Wisły to muszę powiedzieć, że kolejny raz zachwyciłem się zachodem słońca na tle Pałacu Kultury i wieżowców, co są w centrum. Czyli wbrew opiniom niektórych w mieście też zdarzają się piękne momenty, tylko trzeba mieć albo szczęście, albo wiedzieć gdzie i kiedy szukać. :) Swoją drogą w takich chwilach zaczynam jeszcze bardziej czuć związek z Warszawą, jak nie będzie jakichś mocnych argumentów za, to sądzę, że ciężko mnie będzie stąd wygnać w Polskę (choć pewnie za parę lat może stać się tak jak piszę z jakiegoś powodu). :)

Dziś polecam: Hour of Penance (techniczny death metal, brutal death metal), How to Destroy Angels (post-industrial, eksperymentalna, electronica) oraz Humble Pie (hard rock, blues rock, boogie rock, R&B).

Pozdrawiam!

środa, 12 września 2018

Już w domu.

Wczoraj wróciliśmy do domu, podróż zajęła nam nieco więcej czasu niż ta nad morze, jednak stwierdziliśmy, że nie mamy się do czego spieszyć. 

Muszę powiedzieć, że odrobinę za długo byliśmy nad Bałtykiem, bowiem w ostatnim tygodniu miałem już przesyt plaży. Chyba po prostu nie za bardzo nadaję się do leżenia/chodzenia po piachu i niczego specjalnego ponad to. Odwiedziliśmy takie ogrody w Dobrzycy, trzeci raz, za każdym czuję się zaskoczony przez nowe odmiany roślin, kolory itp. Podjechaliśmy też do Darłowa, a na sam koniec pobytu do Sarbinowa. Najadłem się lodów, gofrów i tego typu rzeczy na cały rok. :D Co ciekawe przytyłem jedynie 400 gramów. Jakiś Matrix, albo coś, gdzie znikały zjedzone kalorie. 

Dziś wybrałem się na rower i od razu 15 kilometrów udało mi się zrobić. Pewnie to od tego chodzenia po piachu, co mi tak przestało pasować nogi sobie wyrobiłem. 

Pozdrawiam!

niedziela, 15 lipca 2018

Przed wyjazdem.

Ekipa filmowa działała w nocy w jednym z mieszkań w nadbudówce. Rano zwinęli się i nawet nie miałem jak ustalić co to za film/serial robili. 

Mecz finałowy muszę powiedzieć był dość ciekawy, szczególnie w pierwszej połowie. Wydaje mi się, że obydwie drużyny zasłużyły na grę w tym etapie. Francja po 20 latach sięgnęła po kolejny tytuł mistrza świata, a Chorwacja wraca jako druga drużyna globu. Jakby to dotyczyło biało-czerwonych to nawet trzecie miejsce w ciemno bym wziął dla nich. 

Gratulacje dla obydwu drużyn. Niech żyje Francja! Niech żyje Chorwacja!

Jutro o tej porze pewnie będę już w okolicach Rymanowa, mam nadzieję na dość dobrą drogę, bez jakichś problemów. 

Pozdrawiam! 

poniedziałek, 18 czerwca 2018

Natlenienie organizmów.

Znów byliśmy na działce, tym razem bez grilla ani podobnych sytuacji. Ze Staruszkiem skosiliśmy nieco trawę, bo zarosła dość mocno w paru miejscach. W niedzielę ma podobno chodzić komisja z zarządu ogrodu działkowego, by ocenić zadbanie poszczególnych posesji. Jak wracaliśmy wstąpiliśmy do tej gruzińskiej knajpy, znów zachwycałem się pielmieni. Na koniec odwiedziliśmy jeszcze Babcię, bo trzeba było leki zawieźć. 

Szczerze mówiąc bardzo dużo tlenu wchłonąłem dziś. :)

Mecz Meksyku z Niemcami uważam za jeden z ciekawszych jak do tej pory. Muszę powiedzieć, że bardzo cieszę się z takiego obrotu spraw. 

Pozdrawiam!

wtorek, 5 czerwca 2018

Drobna zmiana na lato.

Udało mi się dziś zmienić w sobie co nieco. A dokładniej udało mi się bez kolejki dostać do fryzjera, jednak nie tam co do tej pory, choć w pobliżu tamtego. Muszę powiedzieć, że zmiana wyszła mi na plus, bardzo duży nawet. Pan co mnie ostrzygł zrobił to naprawdę w znakomitym stylu, teraz przypominam jakichś znanych piłkarzy, ewentualnie znanych celebrytów. :D

Pozdrawiam!

poniedziałek, 4 czerwca 2018

Wypad na działkę.

Wczoraj Rodzicielka wpadła na pomysł wyjazdu na działkę. Początkowo oponowałem twierdząc, że będzie gorąco, okazało się, że nie miałem racji. W cieniu było po prostu idealnie, a jak dodać do tego śpiew ptaków, to było niebiańsko wręcz. 

Wracając wstąpiliśmy na obiad do tej gruzińskiej knajpy, co już parę razy byliśmy. Pielmieni znów były kosmiczne wręcz, smaki nie do opisania właściwie. 

Pozdrawiam!

poniedziałek, 7 maja 2018

Łazienki. Hiszpański ślad.

Byłem dziś z Rodzicielką w Łazienkach, było sporo wycieczek, za to mało wiewiórek. Pewnie przejadły się w czasie majówki. Poszliśmy do kawiarni na lody, moje o smaku waty cukrowej były z gatunku ,,nijakie". 

Po spacerze podjechaliśmy autobusem w okolice domu, przeszliśmy jeszcze kawałek do tej hiszpańskiej knajpki. Znów mogę powiedzieć, że jedzenie tam jest znakomite, przede wszystkim doprawione jest tak jak należy. 

Jutro planujemy pojechać na działkę, jeśli oczywiście pogoda dopisze. Jeśli nie to w odwodzie jest wizyta w centrum handlowym, bo trzeba kupić parę rzeczy na lato. 

Pozdrawiam!

wtorek, 1 maja 2018

Grill. Działka.

Pobyt na działce udał się bardzo, odpocząłem po raz kolejny tak jak powinno się to robić. Zadziwia mnie ciągle jak to jest, że mimo niewielkiej odległości od drogi (jakieś 300 metrów) w prostej linii jest tyle ptaków, które umilają czas swoim śpiewem. Może przyzwyczaiły się już do takich ,,miejskich"  warunków? 

Pozdrawiam!

czwartek, 5 kwietnia 2018

Wspaniałe spotkanie.

Dziś też byłem na rowerze, tym razem zrobiłem tylko 9 kilometrów. Jakoś nie miałem ochoty na więcej. W drodze powrotnej zachwyciłem się pewną czarną jamniczką, bo muszę się przyznać, że podoba mi się bardzo ta rasa. A ta jamniczka cudowna była, świetnie zbudowana, z pięknie błyszczącą sierścią, do tego wyrywała się do całowania ludzi. ^_^ Jak dla mnie mógłbym ją spotykać codziennie i się nadal zachwycać. 

Pozdrawiam!

niedziela, 7 stycznia 2018

Lektura. Znów smog atakuje.

Rano wymyśliłem suchara. Smog pojawił się znów w Warszawie, z tej okazji prezentuje suchara: ,,W Krakowie jest Smok wawelski, a w Warszawie Smog warszawski". :D Już czuję powiew Sahary. 

Czytam sobie książkę o solowych dokonaniach Kazika, jak na razie jest mega ciekawa, omówienia płyt są poprzedzielane różnymi innymi informacjami z życia i twórczości Kazika. Poza tym układ jest podobny jak w ,,Białej księdze Kultu", czyli przed omówieniem płyty są anegdoty dotyczące jej nagrywania. A to jak zawsze jest dla mnie najciekawsze. :) 

Chyba zapoznam się nieco głębiej z twórczością Joy Division. Tak jakoś mnie naszło jak robiłem swoją listę na podstawie TOP-u Wszech czasów Trójki na zajęcia z angielskiego. 

Pozdrawiam! 

piątek, 3 listopada 2017

100% realizacja planu. Znów jestem pod wrażeniem.

Zrealizowałem swoje założenia dotyczące książek w całości. :) Do tego przeczytałem już jedną, autorstwa pani Olgi Tokarczuk pt. ,,Szafa". Jest to zbiór trzech krótkich opowiadań, całość liczy 46 stron. Najbardziej spodobało mi się opowiadanie o pokojówce w hotelu, która przedstawia sytuacje ze swojej perspektywy, wszystko jest opisane w sposób wręcz magiczny, po lekturze można inaczej popatrzeć na takie osoby, niezbędne właściwie do funkcjonowania pewnych miejsc, a nie docenianie zawsze w pełni. Do tego uważam za bardzo udane wywody dotyczące tego jak gość hotelowy zmienia atmosferę pokoju, jak personel sprzątający może na podstawie zostawionych przez gościa rzeczy odczytać o nim wiele itp. 

Pozdrawiam!