wtorek, 21 czerwca 2022

Danuta Augustyniak- ,,30 lat za kratami. Osobista opowieść dyrektorki polskiego więzienia".




Autor: Danuta Augustyniak

Tytuł: ,,30 lat za kratami. Osobista opowieść dyrektorki polskiego więzienia".

Wydawnictwo: JK (marka Feeria)

Rok wydania: 2021

Ilość stron: 367

Moja ocena: 8,5/10

Dziękuję wydawnictwu JK (marka Feeria) za możliwość zapoznania się ze wspomnieniami z pracy pani Danuty Augustyniak. 

W służbie więziennej przeszła niemal wszystkie szczeble kariery, pracowała w bardzo różniących się od siebie oddziałach trzech więzień w Warszawie. Swoją karierę w tej mundurowej formacji rozpoczęła w 1985 roku. Nie dostała się na wymarzone studia (wydział chemii, chciała być nauczycielem tego przedmiotu), zdecydowała się spróbować swoich sił w zakładzie karnym na Olszynce Grochowskiej. Niestety w książce nie ma informacji dlaczego autorka zdecydowała się na taki krok, nie mniej traktowała swoją pierwszą pracę jako coś tymczasowego, życie napisało jednak zupełnie inny scenariusz. Po zakończeniu swojej kariery w więziennictwie pani Augustyniak została dyrektorem jednego z warszawskich liceów. Angażowała się w liczne akcje mające na celu wzrost równouprawnienia, zmniejszania przemocy, została odznaczona Brązowym Krzyżem Zasługi. 

Zanim mogła się cieszyć takim zwieńczeniem kariery musiała przez wiele lat udowadniać przełożonym kolegom, a także osadzonym, że płeć nie ma znaczenia w służbie mundurowej. Przy każdym awansie padały w jej stronę pytania od szefów czy sobie poradzi, niektórzy dodawali różne uwagi związane z płcią (i rzekomą wyższością mężczyzn w takim miejscu pracy). Pierwszym poważnym wyzwaniem dla autorki było prowadzenie bloku żywieniowego na Olszynce. Wbrew pozorom układanie jadłospisów dla osadzonych nie jest takim prostym zadaniem. Z jednej strony ograniczają nas finanse, z drugiej konieczność dopasowywania diet do różnych potrzeb (dla młodocianych, dla chorych, diety zlecone przez lekarza itp.). Po sprawdzeniu się w wyżej opisanych zadaniach pani Augustyniak zaczęła pracować bliżej osadzonych, musiała zamienić się z funkcjonariuszem, który jechał do tłumienia zamieszek w więzieniu w miejscowości Czarne (1989 rok). W sumie na Grochowie przepracowała 19 lat, przełożony zaproponował jej zmianę miejsca pracy na Służewiec. 

Autorka została rzucona na głębszą wodę, miała zajmować się służbą transportową. Z czasem zastępowała swojego kierownika w jego zadaniach, ostatecznie sama została kierownikiem tego działu. W międzyczasie ukończyła studia licencjackie i magisterskie z zakresu resocjalizacji, a także ukończyła szkołę oficerską (stopień podporucznika). Następnie udowodniła swoje zaangażowanie w sprawy zakładu, nadzorując budowę nowych pawilonów dla więźniów oraz remont dachu (sama występowała o wszelkie zgody, poznała od podstaw prawo budowlane, prawo administracyjne itp.).  

W międzyczasie jej życie prywatne wywróciło się do góry nogami, najpierw zmarł jej ojciec, a niedługo potem w wypadku samochodowym zginął jej mąż (też pracownik SW). Sprawca trafił do zakładu karnego na Służewcu. Sytuacja podwójnie trudna, w sumie z książki nie dowiemy się prawie nic co dalej działo się z tym osadzonym. Na pewno na uwagę zasługują fragmenty, w których pani Augustyniak opisuje swoje zmagania w nowej dla siebie rzeczywistości. Poza chwilami zwątpienia, były też bardzo pozytywne, gdy człowiek aż się uśmiechał sam do siebie. Moim ulubionym momentem był opis spotkania byłego więźnia, który przyszedł na stadion Legii, na tym samym meczu była autorka z synem i kolegą syna (szczególnie reakcja kolegi syna warta poznania). 

Kolejne przenosiny (ostateczne miejsce pracy) były do zakładu karnego na Białołęce, który jest jednym z większych w Europie. Przełożeni po pewnym czasie zaproponowali pani Augustyniak pracę w kontroli (w okręgu, potem w Centralnym Zarządzie SW). Jednak praca wśród osadzonych okazała się silniejszym bodźcem od nadzorowania i oceniania pracowników. Autorka po powrocie na Białołękę pracowała w oddziale ochrony, w oddziale szkolnym, ostatecznie odpowiadała za oddział penitencjarny. Bardzo zaangażowała się we wszystkie formy przywracania osadzonych do społeczeństwa (różne wyjścia na wydarzenia kulturalne, resocjalizacja- choćby z psami ze schroniska). 

Po 30 latach pracy jako zastępca dyrektora (w SW jest taka zasada, że każdy zastępca dyrektora ma pod sobą jakiś dział zakładu karnego) udała się na mundurową emeryturę. Gdy odchodziła z pracy koledzy zorganizowali uroczyste pożegnanie, więźniowe przekazali prezenty, ogólnie mówiąc autorka zostawiła po sobie pozytywne wrażenie (a także pewne zmiany w podejściu do pań, zaczęły zajmować inne stanowiska niż tylko w administracji ogólnie ujętej).  

Z książki można wysnuć przesłanie, że wszystko co osiągamy w życiu zależy od naszego uporu. Autorka swoim zaangażowaniem, uporem udowodniła przełożonym, że służba więzienna to doskonałe miejsce dla niej. Muszę powiedzieć, że takie osoby, które mimo kłód, które w różnej formie dostają pod swoje nogi, wstają silniejsze i ruszają dalej bardzo mi imponują. 

W ewentualnym kolejnym wydaniu wprowadziłbym jedną zmianę, powiedzmy techniczną. Można dołączyć krótki słownik gwary więziennej, względnie terminów użytych w książce, aby czytelnik mógł wrócić do pewnych określeń w miarę potrzeby. 

Plusy i minusy: 

+ Dość szczegółowo nakreślona droga zawodowa w służbie więziennej (wprawdzie początek jest w 1985 roku. nie mniej przypuszczam, że spora część kariery zawodowej w tej formacji wygląda obecnie podobnie). 

+ Sporo historii związanych z pracą za kratami, w różnych działach, omówienie podstawowych zadań najważniejszych z nich, ukazanie zależności między nimi. 

+ Sporo informacji o działaniach związanych z resocjalizacją osadzonych (praca, nauka, sztuka, dogoterapia itp). 

+ Różnorodne emocje związane z codziennymi wyzwaniami dyrekcji zakładu karnego. Od strachu w chwilach, gdy osadzony groził autorce książki ostrzem, po uśmiech, gdy jest mowa o różnych akcjach z udziałem więźniów, szczególnie w ramach relacji ze światem poza murami. 


- Chronologia zdarzeń miejscami zaburzona (trzeba pamiętać mniej więcej drogę zawodową autorki, aby wiedzieć, o jakim etapie zawodowego życia opowiada w danym momencie).  

poniedziałek, 20 czerwca 2022

Lato trochę turbo. Powrót do klasyki (Black Sabbath).

Muszę powiedzieć, że lato dało już swój pierwszy popis (19 czerwca). Bo 38 stopni na balkonie w półcieniu to nie w kij dmuchał. Na szczęście grube mury naszej kamienicy po jednym dniu takich temperatur nie są w stanie się nawet leciutko zagrzać (nie mniej po tygodniu nie byłoby mi tak wesoło już). Nie lubię jak lato włącza takie turbo. Ale trzeba się nastawiać, że kolejne lata przyniosą właśnie taki rodzaj lata (hi, hi, jaka zabawa słowem). 

Odkopałem ostatnio różne kawałki Black Sabbath. Muszę powiedzieć, że nadal robi ta muzyka na mnie wielkie wrażenie. A Ozzy jak wino, im starszy, tym wydaje się lepszy. :D 

Dziś polecam: Heartless Bastards (blues rock, indie rock, garage rock, country rock), Hideous Divinity (techniczny death metal, brutal death metal) oraz Humanity's Last Breath (metal, death metal, djent, deathgrind, death metal). 

Pozdrawiam!

piątek, 17 czerwca 2022

A.R. Capetta- ,,Stranger Things. Rebel Robin".

 




Autor: A.R. Capetta

Tytuł: ,,Stranger Things. Rebel Robin". 

Wydawnictwo: JK (marka Feeria Young)

Rok wydania: 2021

Ilość stron: 392

Tłumaczenie: Marek Cieślik 

Moja ocena: 8,5/10


Dzięki wydawnictwu JK (marka Feeria Young) miałem przyjemność zapoznać się z wyżej wymienioną książką. Przyznaję się od razu, że serialu ,,Stranger Things" nie miałem okazji oglądać. Na szczęście autorka stworzyła powieść, która będzie zrozumiała dla każdego, niezależnie od znajomości fabuły serialu. 

Akcja książki rozgrywa się w liceum, które mieści się w Hawkins, w stanie Indiana. Miejscowość ta należy do gatunku tych mniejszych, gdzie każdy tak naprawdę zna każdego, a wszystkie nawet małe wydarzenia urastają do rangi co najmniej stanowej. 

Samo liceum przedstawione zostało jako potwór, który ,,pożera" uczniów. Chodzi tu przede wszystkim o relacje między uczniami, stosunek do posiadanych dóbr itd.  Młodzież ma do wyboru nie wyróżniać się niczym z tłumu, ewentualnie wyróżniać się np. ubiorem tak jak jedna z bohaterek Sheena Rollins, jednak efekt jest podobny- silniejsi uczniowie i tak i tak znęcają się nad słabszymi. W szkole panuje także wszechobecny konsumpcjonizm, trzeba mieć najlepsze ubrania, dodatki, a nawet rower (tak jak przedstawia się w filmach, w tamtych czasach w USA rower był podstawowym środkiem transportu młodzieży). Takie same zasady panują też na ulicach Hawkins, jeśli w szkole ktoś był dręczony, to zostaje ofiarą także na ulicach, w pracy. 

Główną bohaterką (jak wskazuje tytuł) jest Robin Buckley. W momencie poznania jej w 1983 roku ma 15,5 roku. Razem z kolegami ze szkoły Miltonem, Dashem i Kate należy do Paczki Dziwaczki. Takie miano przyjęli dla swojej czwórki w orkiestrze marszowej. Wcześniej miałem tylko mgliste pojęcie o tych muzykach, którzy występują w przerwach meczy szkolnych czy lokalnych drużyn (w USA bardziej futbol amerykański, baseball). Z książki dowiedziałem się co nieco na temat tego jak wszystko wygląda od środka. Duże znaczenie ma podział na czwórki, dobiera się do siebie uczniów, których instrumenty ze sobą współgrają. I tak główna bohaterka grająca na waltorni (a w czasie występów na melofonie) dołączyła do trójki wymienionych wyżej trębaczy. Poza muzyką połączyła tę czwórkę przynależność do grupy nerdów (wtedy chodziło o osoby zafascynowane jednym zagadnieniem, nie podążające za modą, za grupą). 

Robin stopniowo zaczyna się źle czuć w otoczeniu swoich kolegów i koleżanek. Ogólnie mówiąc zaczyna szukać swojego ,,ja". Różne zwroty akcji powodują u niej tylko wzrost niepewności co do własnej tożsamości. Jedynym pewnym wydarzeniem ma być jej wycieczka (a może raczej ucieczka) do Europy. W tym celu uczy się czterech języków europejskich, zaczyna zarabiać na bilet i życie na obczyźnie, na koniec poszukuje idealnego towarzysza podróży. Stopniowo wyklucza kolejne osoby, po kolejnej porcji zawirowań uznaje, że ucieknie sama. Jej plan spala na panewce, rodzice dowiadują się o wszystkim, wtedy jedyną opcją zostaje bal maturalny. Powieść kończy się w 1985 roku, Robin w nieoczekiwany sposób dostaje się na salę, gdzie trwa zabawa. Ogólnie rzecz ujmując można uznać, że dopiero wtedy odnajduje swoją tożsamość. 

Z tego co się orientowałem to do serialu ,,Stranger Things" jest nawiązanie w zniknięciu Willa Byersa (które jest osnową dla bodajże dwóch sezonów). Poza tym główna bohaterka książki pojawia się w bodajże 3 sezonie serialu. Inne smaczki pewnie odkryją wszyscy, którzy serial widzieli. Jeśli o mnie chodzi to powieść zachęciła mnie do serialu, chociaż tak jak napisałem na początku recenzji treść będzie klarowna i bez wcześniejszego seansu. 

Powieść poza opisanymi już elementami zawiera w sobie takie, które wszystkim fanom lat 80. (ewentualnie tym, co przeżywali swoją młodość wtedy) przypomni miłe chwile. Jako osoba urodzona na początku lat 90. nie pamiętam wszystkiego z autopsji, nie mniej miałem walkmana na kasety (potem na CD), jak pojawiła się MTV w Polsce śledziłem dość mocno ramówkę. 


Plusy i minusy:

+ Lata 80. w USA (jedno z moich ulubionych połączeń miejsca i czasu). Odrobina ówczesnej muzyki (m.in. przez MTV), zachowań, wspomnienia lat wcześniejszych (wspomnienia rodziców głównej bohaterki, którzy byli hipisami). 

+ Odrobina wiedzy na temat orkiestr marszowych, przygotowań do występów itp. 

+ Powieść zrozumiała zarówno ze znajomością jak i bez znajomości fabuły serialu. 

+ Interesująco ukazany proces szukania własnego ,,ja" w dość szerokim zakresie. 

+ Ukazanie problemów jakie niesie ze sobą życie w małym miasteczku w Stanach Zjednoczonych. 

+ Motyw przygotowań do wyprawy jako przyczynek do poznania bliższego bohaterów. 

+ Do przeczytania w parę wieczorów. 


- Chwilami ciężko było mi się orientować który z młodych bohaterów jest w danym momencie w związku z kolegą/koleżanką i kim jest druga strona związku (odrobinę jak w ,,Modzie na sukces"). 

-  Zakończenie trochę rozczarowujące. 

Pozdrawiam!

środa, 15 czerwca 2022

Moje urodziny.

Dziś skończyłem 31 lat. Nie specjalnie czuję różnicę względem ostatnich urodzin, na plus zaliczam na pewno, że teraz mam już naprawione kolano. :) Pewnie jak będę miał z 35 lat, to wtedy te urodziny się będą różnić jakoś. :D Chociaż kto to wie. 

Nie specjalnie świętowałem, zjadłem parę kawałków torcika od firmy na W., potem kupiłem sobie ulubione batoniki oraz zjadłem lody w kulce. Ot tyle wariacji urodzinowych. :D 

Dziś polecam: Dark Funeral (black metal), Deuter (punk rock) oraz Devendra Banhart  (rock). 

Pozdrawiam!


sobota, 11 czerwca 2022

Thomas Rid- ,,Wojna informacyjna".

 


Autor: Thomas Rid

Tytuł: ,,Wojna informacyjna".

Wydawnictwo: Bellona

Rok wydania: 2022

Ilość stron: 605

Tłumaczenie: Fabian Tryl

Moja ocena: 7,5/10


Dzięki wydawnictwu Bellona miałem możliwość zapoznania się z wyżej wymienioną  książką. 

Czy zastanawialiście się nad tym, jak naprawdę wygląda praca agentów wywiadu, działalność trolli działających w Sieci i wszystkich innych osób, które wspierają maszynę dezinformacji? Czy akcje największych wywiadów na świecie przypominają te z filmów akcji? 

Po lekturze ,,Wojny informacyjnej" mogę odpowiedzieć, że w większości wypadków filmy, a rzeczywistość to zupełnie różne sprawy. Dezinformacja w największej mierze to praca z papierami (dziś bardziej z plikami komputerowymi), tworzenie fałszywych tropów, przekierowywanie uwagi odbiorców takowej w żądaną stronę, ewentualnie takimi metodami można polaryzować jakieś grupy społeczne, ewentualnie destabilizować sytuację w państwie-celu ataku. 

Autor omawianej publikacji jest ekspertem do spraw dezinformacji, zdobywał doświadczenie zawodowe w Paryżu, Waszyngtonie, w Niemczech. Jako profesor Studiów Strategicznych działa na Uniwersytecie Johnsa Hopkinsa w Baltimore. W 2017 roku zeznawał przed komisją do spraw wywiadu Senatu USA w związku z podejrzeniami o wpływy Rosji na wyniki wyborów prezydenckich w 2016 roku. 

Kilka z akcji wywiadowczych opisanych w książce, które pokazują możliwości naszych umysłów:

1. Światowy Festiwal Młodzieży Berlin 1951. CIA zaczęła wspierać grupy z NRD w opiece nad więźniami politycznymi, tak naprawdę służyły one do szerzenia środków aktywnych. Jednym z elementów gry wywiadowczej było podważanie idei Festiwalu jak i całego socjalizmu. Uczyniono to poprzez emisję fałszywej gazety młodzieżówki NRD, a także przekazywanie broszur o takim wydźwięku za pomocą balonów (na tereny radzieckich wpływów). Późniejsze działania polegały m.in. na nękaniu administracyjnym czyli wpływaniu poprzez sfałszowane dokumenty na firmy w NRD oraz na ich odbiór w Europie. 

2. Akcja KGB ,,czerwone swastyki" z 1957 roku. Agenci wykorzystując jeszcze dość żywe wspomnienia o wojnie zaczęli podsycać w Niemczech Zachodnich wrażenie, że neonaziści rosną w siłę. Malowano czerwone swastyki na synagogach, demolowano żydowskie cmentarze, wszystko po to, aby polaryzować społeczeństwo oraz obniżać zaufanie do RFN. Podobne działania miały miejsce także w Anglii, we Włoszech i w Stanach Zjednoczonych. 

3. Operacja ,,Neptun" z 1963 roku (początek, sama akcja w 1964). Na terenie obecnych Czech (wtedy Czechosłowacji) w jeziorze Czarnym znaleziono skrzynie ze sfałszowanymi funtami brytyjskimi i sprzętem do tworzenia fałszywek. KGB postanowiło wykorzystać odkrycie do podłożenia na dno jeziora dokumentów, które miały pogrążyć kilku wysokich rangą urzędników z Niemiec Zachodnich. Wydobycie pustych w tamtym momencie skrzyń filmowała czeska telewizja. Agenci bezpieki zabrali je pod pozorem rozbrojenia mechanizmów zabezpieczających (przy siłowym otwarciu skrzyni zawartość ulega uszkodzeniu). W międzyczasie KGB wysłała właściwe dokumenty. Ich wypłynięcie spowodowało kolejne działania przeciwko RFN. Wznowiono zawieszone sprawy wobec urzędników, którzy mieli w przeszłości powiązania nazistowskie, rozpoczęto kilkadziesiąt spraw, a w 1965 roku wydłużono okres przedawnienia zbrodni nazistowski o 4 lata. 

4. W 1978 roku KGB tworzy fałszywy podręcznik armii USA. Poprzez wykorzystanie szeregu środków aktywnych agenci z Moskwy chcą wykazać, że CIA ma coś wspólnego ze śmiercią włoskiego polityka Aldo Moro. 

5. 1990-2014 to okres nazwany przez autora książki ,,czasem hakerów". Znaczenie dziennikarzy w przekazywaniu mniej lub bardziej świadomie środków aktywnych do szerszego grona odbiorców zaczyna nieco spadać na rzecz Internetu i multimediów. Te drugie odegrały znaczną rolę w walce ukazanego na okładce ,,Wojny informacyjnej" osobnika (w obecnej sytuacji geo-politycznej nie wymienię nazwiska). Wykorzystał on fałszywe nagranie (z pomocą FSB), które poddawało w wątpliwość moralność prokuratora generalnego (traci stanowisko), w 1999 roku  Borys Jelcyn rezygnuje z urzędu prezydenta, potem wiadomo kto zaczyna swoje rządy. W tym samym roku powstaje Kompromat, strona internetowa (pod patronatem agentów z wiadomego państwa). Służy ona do publikowania wszelkiego typu materiałów kompromitujących znane osoby, w tym polityków. Połączenie Internet-dziennikarze okazało się mistrzowskie, haczyk zarzucony w Sieci poprzez użycie środków aktywnych działa na media, które podsycają tylko działania agenturalne. 

6. W 2016 roku w USA szykowano się do wyborów prezydenckich. Sztab Hillary Clinton padł ofiarą kierowanego z terytorium wiadomego państwa przekrętu o nazwie phising. Hakerzy działający na rzecz wiadomego przywódcy podszyli się pod znaną firmę od wyszukiwarki internetowej i wysłali parę maili o próbie przejęcia konta (w tym konta mail). Osoba ze sztabu wyborczego po otrzymaniu takiego maila zachowała się zgodnie z logiką i wysłała wszystkie dane do informatyków. Ci zaczęli podejrzewać podstęp, odesłali link do wiarygodnej strony, gdzie można zmienić hasło. Niestety odbiorca wybrał przez pomyłkę zły link (fałszywy, pewnie wisiał sobie w wiadomości dołączonej do korespondencji całej) i wszystkie hasła, w tym do komputerów sztabu pani Clinton poszły w świat (dokładniej na Wschód). Potem jak wynika z badań autora omawianej książki podobnie zadziałało jeszcze parę osób związanych z wyborami. Pula zainfekowanych komputerów rosła, a dane z maili spływały szerokim strumieniem. Agenci z wiadomego kraju zaczęli negocjacje m.in. z właścicielami Wiki Leaks, z Anonymous, aby umieścić wrażliwe dane w jak największej ilości miejsc w wirtualnej rzeczywistości. W taki sposób dokonano chyba największego ataku hakerskiego z politycznym tłem (udanego w dodatku). 

Recenzowana książka wpisuje się według mnie mocno w obecne wydarzenia na Ukrainie. Mogę się założyć ile wysiłku wkładają w dezinformacje wzajemną wszystkie zainteresowane strony. Wystarczy spojrzeć na gromadzone w sprawdzonych miejscach Sieci kłamstwa dotyczące wojny na Ukrainie, fałszywe tropy i wszelkiego rodzaju środki aktywne mające na celu chociażby zniechęcanie ludzi do pomocy. Jest to coś w rodzaju najwyższego etapu działań wywiadowczych, jakie opisał autor, agencje wywiadowcze czerpią garściami z doświadczeń poprzedników, a efekty swoich działań potęgują poprzez Internet i media. Dzięki tej pozycji można prześledzić historię dezinformacji, zrozumieć działania nam współczesne i dobrze znane, a także wysnuć wnioski co do tego jak może wyglądać przyszłość wojny informacyjnej. 

Plusy i minusy

+ Analiza dezinformacji na przestrzeni wielu lat, w warunkach przed i po II Wojnie Światowej, w czasie przemian ustrojowych jak i w warunkach współczesnych (od 1921-2017 roku).

+ Omówienie wpływu agencji wywiadowczych na politykę (wycieki danych, wpływanie na wyniki głosowań i wyborów). Ukazanie jak proste błędy paru osób doprowadziły do wycieku danych ze sztabu wyborczego H. Clinton w 2016 roku, omówienie całości od strony badań i doświadczenia autora w obszarze bezpieczeństwa. 

+ Ukazanie różnorodności środków aktywnych oraz ich modyfikacji na przestrzeni lat. 

+ Spora różnorodność opisanych akcji dezinformacyjnych. 

+ Ukazanie pracy agentów specjalnych od strony mniej spektakularnej (jak przedstawia się to w filmach). 


- Książka chwilami  zbliża się za mocno do rozprawy naukowej, traci odrobinę na przejrzystości w tych momentach. 

- Zdarzają się zbędne powtórzenia treści z sąsiadujących rozdziałów (forma przypomnienia, jednak powtarzana treść za mocno przypomina to co przeczytało się przed chwilą, brak parafraz). 

- Rozdział o współczesnych środkach aktywnych (wirtualnych) odrobinę niejasny z językowego punktu widzenia. Przydałby się mały słownik najważniejszych pojęć z dziedziny informatyki użytych przez autora. 

Pozdrawiam!

środa, 8 czerwca 2022

Bezsenność w Warszawie.

Nadchodzą dla mnie nieciekawe dni. Przede wszystkim męczą mnie latające wokół alergeny, ogólnie pociągam nosem jak Anusiak z ,,Włatców Móch". 

Druga sprawa to nadchodzące upały, może na razie w formie ograniczonej i bardziej w stronę zwiększającej się wilgotności, nie mniej męczy mnie i to. Spokojnie mógłbym zamieszkać np. na Teneryfie, gdzie podobno temperatura oscyluje w granicach 20 stopni przez sporą część roku (ale czy tak jest to nie wiem, bo jeszcze tam mnie nie było). 

Suma tych dwóch składowych sprawia, że od paru dni przewalam się w nocy z boku na bok. Jak katar przestaje mnie męczyć, to robi mi się gorąco. Jak przestaje być gorąco, zaczyna się katar. I tak dookoła. Na szczęście mimo to jestem w miarę zregenerowany po nocy. Może dziś coś się w pogodzie zmieni i na przykład spadnie więcej deszczu. 

Polecam też dla wszystkich, którzy tak jak ja uwielbiają zwierzaki stronę:

Pręgowane i skrzydlate (pregowaneiskrzydlate.blogspot.com) 

Można pomóc w różny sposób (finansowo czy poprzez przygarnięcie zwierzaka). Jakby coś, to link też jest na pierwszym miejscu w mojej linkowni. 

Dziś polecam: Mammal Hands (jazz awangardowy, crossover jazz, trip hop, ambient), Manu Chao (world music, reggae) oraz Marduk (death metal, black metal). 

Pozdrawiam! 

poniedziałek, 6 czerwca 2022

Rossella Menegazzo - ,,Japonia. Leksykon: cywilizacje".

Przy okazji decyzji czy wziąć z biblioteki książkę pana Orbitowskiego (a jak wynika z wpisu o książce ,,Tracę ciepło" wybrałem opcję ,,weź") wypatrzyłem też w dziale z książkami o kulturze innych państw wymieniony w tytule leksykon. Jak dla mnie informacje w nim zawarte są aż nadto szczegółowe, część postaci właściwie po raz pierwszy widziałem. Nie mniej części o sztuce, o życiu codziennym, religii i sprawach związanych ze zmarłymi były o wiele ciekawsze. Przede wszystkim wrażenie robi wielość ilustracji (wszystko w kolorze), opisy wskazują na najważniejsze rzeczy, które z ilustracji trzeba wyciągnąć, poza tym same opisy to chyba mniejszość książki (zwykle pół strony, reszta ilustracje, zdjęcia itp.). Tak jak napisali użytkownicy jednego z portali do oceny książek, jako leksykon całkiem niezły, jednak do czytania od ,,deski do deski" trochę słabsza pozycja. Nie mniej za wyżej wymienione plusy, a przede wszystkim poszerzanie wiedzy o Japonii daję 8/10. 

Urodziny sąsiadki naszej tak jak myślałem udały się bardzo dobrze. Jedzenia było tyle, że głowa mała (a miał być tylko mały poczęstunek). Zaczęliśmy od barszczu czerwonego z pasztecikami. Potem były zawijańce z tortilli z dodatkami (łosoś, wędlina), babeczki wytrawne z trzema rodzajami past (jajeczną, pieczarkową i łososiową), sałatka warzywna tradycyjna, sałatka meksykańska, talerz wędlin. Potem był ,,tylko" (w sensie, że jako jedyne ciasto) tort owocowy, szampan, a na sam koniec zdecydowałem się jeszcze razem z mężem jubilatki i jednym z gości na kubeczek lodów. Po czymś takim konieczny okazał się spacer do parku. :) 

Dziś polecam: Cockney Rejects (punk rock, Oi!, rock, hard rock), Collide (industrial, darkwave, electronic rock, trip hop) oraz Count Raven (doom metal). 

Pozdrawiam!

sobota, 4 czerwca 2022

Plan urodzinowy na niedzielę.

W niedzielę zostaliśmy zaproszeni na urodziny naszej sąsiadki (tej co na Wielkanoc byliśmy). Początkowo zastanawiałem się z Rodzicielką co wybrać na prezent. Stanęło jak na razie na czymś słodkim, nie wiem dokładnie jeszcze co to będzie. 

Na pewno trzeba będzie się nastawić na sporą porcję jedzenia oraz najpewniej tort domowej roboty. To jest dla mnie coś, sąsiadka nasza piecze na okrągło właściwie. Jak tylko wie, że ma przyjść w odwiedziny do jej męża jakiś znajomy, albo jak przychodzi jej znajoma, to od razu znika w kuchni i coś piecze. Rodzicielka nawet próbowała jakoś wpłynąć na nią, jednak się nie da. Nawet sama robi wszystkie rzeczy typu pierogi, krokiety, faworki, pączki, drożdżówki. Jak dla mnie to Kosmos, podziwiam za chęci i znajdowanie czasu na to.  

Obejrzałem koncert grupy Maanam, nagrany w 2000 roku w Sali Kongresowej (chyba). Gościnnie wspomagali Korę m.in. Katarzyna Nosowska (jak śpiewała z Korą to aż mi dech zapierało), Muniek Staszczyk, Justyna Steczkowska, Robert Brylewski, John Porter (szamańskie wygibasy- mistrzowskie). Całość w moim odczuciu muzycznie naprawdę zacna. Jednak z tyłu głowy pojawiła się myśl, że przez te 22 lata odeszło aż tyle osób, które brały udział w tym wydarzeniu. Nie żyje Kora, Marek Jackowski, Robert Brylewski, żyją oczywiście w sercach fanów i w muzyce swojej. Jednak jest to zawsze myśl z gatunku niezbyt miłych. 

Bardzo w tym kontekście podoba mi się napis na grobie Kory, jest podana data jej urodzin i znak nieskończoności, bo będzie jakoś istnieć, dopóki chociaż jedna osoba będzie o niej pamiętała. 

Dziś polecam: Catastrofy (trash metal), Chelsea Grin (deathcore) oraz Chet Faker (electronica, downtempo, soul, trip hop). 

Pozdrawiam!

środa, 1 czerwca 2022

Łukasz Orbitowski - ,,Tracę ciepło".

Po paru podejściach do wypożyczenia (okładka jakoś do mnie nie przemówiła, a wręcz odpychała) z biblioteki wziąłem ,,Tracę ciepło" autorstwa Łukasza Orbitowskiego. Nazwisko autora poznałem głównie dzięki książce z wywiadami o fantastyce polskiej. 

Książka składa się jakby z trzech opowieści w jednej. Pierwsza część dotyczy w głównej mierze zmagań głównego bohatera z prześladowcami szkolnymi. Kończy się nagłą śmiercią woźnego i próbą odnalezienia odpowiedzi na pytanie, kto za tym wszystkim stoi. Po drodze Kuba i Konrad (główni bohaterowie) odkrywają w sobie dar, widzą tajemnicze ,,jeziora", które są jakby pomostem do świata duchów. Druga część to historia sekty, w której wyżej wymienione bramy do innych światów mają niebagatelne znaczenie w doktrynie. Trzecia część to największa jazda bez trzymanki. Od razu zaznaczam, że jeśli ktoś nie lubi motywów pod tytułem: ,,śmieć, krew, duchy, demony..." itp. może odpuścić sobie końcówkę. Ciekawym zabiegiem zastosowanym przez autora było połączenie losów głównych bohaterów i duchów z przeszłości. Szczególnie historia żołnierza armii III Rzeszy i dziewczyny poznanej na naszych ziemiach była wciągająca. Poza tym była ona niezbędna, do zakończenia całej powieści, dom żołnierza był istotnym punktem dla końcówki akcji. Całość oceniam wysoko, nie spotkałem wcześniej tak intrygującego połączenia realistycznych opisów i zdarzeń, z takimi, które mogą nas spotkać w najgorszym koszmarze. Jedynie koniec powieści był nieco rozwlekły. Nie mniej pozycja zasługuje na 8.5/10. 

Dziś polecam: Beneficjenci Splendoru (avant pop, pop), Big Chef (death metal, deatcore, goregrind, nu-metal) oraz Bishop Briggs (alternatywna, electropop, indie pop). 

Pozdrawiam!

poniedziałek, 30 maja 2022

Zdzisław Beksiński z różnych stron.

Sięgnąłem po raz kolejny po książkę portretującą tego (według mnie) niezwykłego twórcę. Tym razem czytam jego listy, które wymieniał z Piotrem Dmochowskim (marszand artysty) w latach 1999-2003. Jest jeszcze druga część, obejmująca lata 2004-2005. 

Część 1. to głównie wymiana poglądów na różne tematy (od seksu po filozoficzne zagadnienia), trochę dogryzania sobie nawzajem, ogólnie pozycja dla tych, którzy chcą poznać Mistrza z nieco innej strony niż malarstwo (poglądy na różne sprawy, jakieś elementy związane z rynkiem sztuki). 

Twórczość Zdzisława Beksińskiego poznałem mniej więcej w chwili, gdy zacząłem poszukiwać dla siebie nowych nut z okolic szeroko rozumianego rocka. Nie pamiętam już jak trafiłem na jego obrazy, może przez wykorzystanie jednego z nich na okładce jakiejś płyty. Po przekopaniu się przez dostępne w Sieci materiały wizualne chciałem dowiedzieć się o nim czegoś więcej. Stopniowo wyszukiwałem i kupowałem książki mniej lub bardziej jemu poświęcone. 

Obecnie posiadam: 

1. ,,Beksiński-Dmochowski. Listy 1999-2003",

2. Magdalena Grzebałkowska ,,Beksińscy. Portret podwójny",

3. ,,Beksiński. Dzień po dniu kończącego się życia",

4. Wiesław Weiss ,,Tomek Beksiński. Portret prawdziwy",

5. ,,Detoks. Zdzisław Beksiński, Norman Leto. Korespondencja",

6. Zdzisław Beksiński- ,,Opowiadania",

7. Album wydawnictwa Bosz ,,Beksiński- malarstwo". 

Jeśli chodzi o poznanie losów całej rodziny najlepiej przeczytać pozycje nr 2 i 4. Jak dla mnie pozycja nr 2 po drugim czy trzecim przeczytaniu straciła sporo na wartości. Miałem wrażenie, jakby autorka chciała się prześlizgać po najbardziej ,,mrocznych" tajemnicach Beksińskich. Pozycja nr 4 to jak sam tytuł wskazuje biografia Tomasza Beksińskiego. Napisana przez szefa czasopism ,,Tylko Rock" i ,,Teraz Rock". Zawiera według mnie więcej relacji osób trzecich, dotyka też muzyki jaką promował młody Beksiński w radio. Trochę nudzą rozdziały o miłosnych przygodach głównego bohatera, bo wszystkie kończyły się dla niego niezbyt dobrze. 

Pozycja nr 3 to zapis wielu dni z życia Mistrza, w tym wszelkie relacje co robił, z kim się widział, co załatwił z kimś tam itp. Przy pierwszej lekturze mnie wciągnęło. Potem raczej wracałem do wybranych fragmentów. 

Pozycja nr 5 to zapis korespondencji między Zdzisławem Beksińskim, a młodym malarzem z Bochni, niejakim Łukaszem Banachem. Początkowo pod wielkim wpływem swojego artystycznego guru rysuje, a później maluje w podobnej manierze. Mimo około 50 lat różnicy między twórcami, znajdują wspólne tematy. W skrócie są to technologia (Łukasz Banach zajmował się wtedy dość intensywnie filmem tworzonym komputerowo), różne zaburzenia psychiczne, życie, trochę filozoficznych dysput i w jakimś stopniu także sztuka. 

Pozycji nr 6 nie udało mi się przeczytać. Niestety ale Zdzisław Beksiński raczej nie miał zdolności literackich. Sam nawet dał temu wyraz, jeśli dobrze pamiętam zniszczył sporą część rękopisów. Może kiedyś spróbuję jeszcze raz, na razie się nie wypowiadam co do całości. 

Pozycja nr 7 to niewielki album w białej okładce wydawnictwa Bosz. Zawiera kilkadziesiąt reprodukcji z różnych lat i okresów twórczości Mistrza. Na początek wystarczy, jednak na jakieś głębsze analizy malarskie, lepiej znaleźć coś w większym formacie. 

Dziś polecam: Lemurian Folk Songs (heavy blues, post-rock, stoner),  Limp Bizkit (rap metal, funk metal, heavy metal) oraz Lindemann (metal industrialny).

Pozdrawiam!