Wczoraj Rodzicielka otrzymała opis zdjęcia RTG, tak jak sądziliśmy to ostroga na pięcie. Teraz czas na jakieś działania ze strony fizykoterapeuty czy coś.
Za nami zamiana mebli z kolegą Staruszka z liceum i z bratem stryjecznym staruszka. Pierwsza część miała miejsce w środę, kiedy to przyjechał kolega Staruszka, razem zajęli się demontażem pewnych części kanapy. Nie obyło się bez szlifierki, bo śruby jakimi przymocowano skrzynię na pościel do kanapy właściwej wyglądały jakby pochodziły z innej planety. Nie miały żadnego łebka, otworu, niczego za co można by je złapać. Po odłączeniu elementów od siebie kolega Staruszka zadzwonił po swojego syna, który wraz ze swoim kolegą znieśli te meble do samochodu. Przy okazji nie mogłem się nadziwić jak potężnie zbudowany jest syn tego kolegi, a moje oczy zrobiły się już kwadratowe jak sam zniósł do auta fotel, który ciężko nawet było po podłodze przesuwać. Uwaga, zrobił to trzymając fotel do góry nogami, a cały mebel wziął na plecy. No po prostu szok. Dziś z kolei koło 12 Staruszek podjechał do swojego brata stryjecznego, aby tam nadzorować pakowanie kanap i tego fotela z regulacją elektryczną. Firma przewozowa spisała się profesjonalnie i na 5+. Wszystko zabezpieczyli przed deszczem, zamontowali nóżki i inne elementy rozmontowane do transportu itd. Jedyny mankament tych mebli to zapach dymu papierosowego, który wgryzł się w materiał z którego są wykonane te meble. Poza tym wszystko jest cacy. :)
Zrezygnowałem z czytania ,,Ulissesa" po jakichś 110 stronach, uznałem, że męczyć się czytaniem to szczyt głupoty. Sięgnąłem za to po ,,Miłość w czasach zarazy" Marqueza i jak na razie zostałem wciągnięty w świat przedstawiony.
Pozdrawiam!