Chyba wiosna zawitała na dobre do Warszawy. Dziś było tak ładnie, że właściwie mógłbym cały dzień spędzić poza domem.
Pierwszy raz wybrałem się dziś na rower, przejechałem 17 kilometrów i jakoś specjalnie się nie zmęczyłem. Przy okazji przekonałem się kolejny raz, że rower i niektóre psy to mieszanka wybuchowa. W pewnym momencie zauważył mnie jeden york, jak zaczął biec w moją stronę ujadając to myślałem, że chce mnie pogryźć, szybko ulotniłem się stamtąd i przez jakiś czas nie wracałem. Chyba kiedyś ten sam wyprawiał takie same cyrki ze mną jak dziś.
Z rzeczy ciekawych, wypróbowałem nowe spodnie rowerowe z długimi nogawkami i szelkami. Na początku wyglądałem w nich jak Borat (nie do końca, choć pewne podobieństwo było), z koszulką i bluzą całość stanowiła już zacne połączenie. :D
Pozdrawiam!