Z roku na rok coraz szybciej zlatują mi świąteczne dni. W tym roku to właściwie był błysk jakiś. Nie mniej muszę powiedzieć, że atmosfera była dość dobra.
W sobotę byliśmy u Babci z ciastami, nie chcieliśmy wlec ze sobą nie wiadomo ile rzeczy do jedzenia, z drugiej strony dobrze było jakoś zaznaczyć odrębność tej wizyty od innych weekendowych.
Dziś byliśmy u rodziny Staruszka, atmosferę ogólnie należy zaliczyć do dobrych.
Jutro ma przyjść do nas mój brat cioteczny, zjemy razem obiad i na tym skończy się świętowanie nasze.
We wtorek mam wizytę w urzędzie pracy, można powiedzieć, że wracam do codzienności.
Ogólnie ogarnia mnie jakieś zniechęcenie połączone ze zmęczeniem. Nie wiem skąd to się bierze, jednak coraz bardziej mnie niepokoi takie coś.
Wróciłem w jakimś stopniu do twórczości Jacka Kaczmarskiego i grupy Armia. Muszę powiedzieć, że jest to dość dalekie od siebie granie, jednak można odnaleźć pewne wspólne mianowniki, choćby niebanalne teksty, dotyczące szerokiego spektrum tematów, a polane są one sosem równie dobrej muzyki.
Pozdrawiam!