wtorek, 30 sierpnia 2022

Hyste`riah- ,,Badassery".


,,Pisanie na temat muzyki jest jak tańczenie na temat architektury". Przypisywanie Frankowi Zappie. 


Zespół: Hyste`riah

Płyta: ,,Badassery".

Wydawnictwo: Defense (4sTRINGsKILL)

Rok wydania: 2022

Czas trwania: 15:24

Moja ocena: 7,5/10


Zespół pochodzi ze Szwecji. Działalność rozpoczął w 1987 roku, od 1989 do 1992 działał pod nazwą Hyste'riah G.B.C., a od 2021 roku pod wyżej wymienioną. W dorobku mają jedną płytę długogrającą (omawianą), kompilację i dwa krążki demo. 

Na płytę składa się 10 kawałków. 

Całość to mieszanka thrash metalu z elementami black metalowymi oraz skrętami w bardziej bujające dźwięki czy nawet bliższe rockowi. 

,,Are You Good Enough" to parada szybkości muzyków, zmieszana z wokalem nagranym w taki sposób, aby brzmiał jak z głębin studni/jaskini (naleciałości black metalowe z lekka). ,,Any Port in a Storm" to dawka nut zbliżona do hard rockowych wzorców, pojawia się melodia, a gitary brzmią z lekka progresywnie. ,,Mug Shot" to skręt w hardcore, końcówka z solówkami gitarowymi całkiem dobra. ,,Soon You Will Be Dead" przynosi zmianę klimatu, kawałek zaczyna się jak żart muzyczny, całość zbliża się do rocka, a nawet odmiany soft, wokal przetworzony na modłę gatunku, końcówka przyjemnie bujająca. ,,Don't Fuck with Me" i ,,Greed" to dwa strzały, które zbliżają się w swojej dynamice do gatunku grindcore. 

Podsumowując, krążek przynosi nam porcję szybkich strzałów, w których można odnaleźć melodie czy kombinowanie muzyczne. Gitary mają chwile progresywne, co odrobinę zmniejsza ciężar gatunkowy i daje słuchaczowi odetchnąć. Niestety wokalista brzmi przez cały album dość podobnie, przez co kawałki zlewają się nieco ze sobą. Dla lubiących szybkość grania i intensywność- album całkiem przyjemny, dla poszukujących w ostrych dźwiękach czegoś nowego- już nieco mniej. 

Pozdrawiam! 

czwartek, 25 sierpnia 2022

Snake Eyes- ,,No one left to die".


,,Pisanie na temat muzyki jest jak tańczenie na temat architektury". Przypisywanie Frankowi Zappie. 


Zespół: Snake Eyes

Płyta: ,,No One Left To Die".

Wydawnictwo: Defense

Rok wydania: 2022

Czas trwania: 52:51

Moja ocena: 8,5/10

Dziękuję wydawnictwu Defense za możliwość zapoznania się z zawartością tego krążka. 

Zespół pochodzi z Katowic. Swoją działalność zaczął w 2002 roku. W dorobku ma jeszcze jedną płytę długogrającą, poza tym wydał w 2008 roku demo, jedno EP, split i jeden singiel. 

Krążek nagrali: Sewko- gitary, wokal wspierający; Hipis- gitara basowa; Art- gitary, wokal wspierający; Oskar- perkusja; DaveBro-perkusja oraz Marth- wokale. 

Utwory trwają od prawie 3 minut do 11 z małym haczykiem. Płyta zawiera 10 kawałków. 

Na albumie znaleźć można przede wszystkim sporą dawkę dźwięków spod znaku thrash metalu, zmieszanego z odrobiną nut crossover, sludge, a także szczyptą black metalowych patentów. 

Na uwagę zasługują następujące kawałki. ,,No One Left to Die" rozpoczyna się muzycznie w stylistyce grupy Metallica. Po wejściu wokalu całość skręca odrobinę w ostrzejsze rejony, zespół stosuje zmiany tempa, są też elementy gitarowego wymiatania. ,,Underdog" to zmiana przy mikrofonie, wersy zapodaje niejaki Świr. Przynosi to powiew świeżości, kawałek przesuwa się dzięki takiemu zabiegowi w stronę crossover z elementami fajnego groove. ,,Fear of Gehenna" to kolejny utwór ze Świrem przy mikrofonie. Całość zupełnie inna od poprzedniego kawałka z jego udziałem, dzikość wokalna umiejscawia wszystko bliżej nurtu hardcore, solówka gitarowa bardzo smakowita. ,, Plague I"  to porcja gitarowych popisów, które oddalają całość od kanonów gatunku. Grupa przyjemnie buduje nastrój zmieniając tempa, przemieszczając na pierwszy plan muzyczny instrumenty w ciekawych zestawieniach, jak dla mnie to najlepszy kawałek z płyty. ,,Stabbed in the Back" to porcja szybkich gitarowych zagrywek, zmieszana z wokalem zbliżającym się do hardcoru. Pojawiają się też pewne elementy black metalu (cień gatunku w niektórych nutach na perkusji granych). 

Recenzowany album uważam za całkiem dobry, zespół umie poruszać się w różnych stylistykach gitarowego grania, do tego w ramach jednego kawałka potrafi zmienić charakter utworu (głównie przez zmiany tempa, czasem przez działania techników dźwięku). Wokalista chwilami trochę znużył mnie swoim growlingiem, zmiany przy mikrofonie uważam za dobre posunięcie, dzięki temu krążek nabrał w tych momentach pewnej świeżości. Podsumowując mogę napisać, że zespół Snake Eyes jest warty zapoznania się z ich twórczością. 

Pozdrawiam!


sobota, 20 sierpnia 2022

Praca zbiorowa- ,,Przedwojenna Polska w liczbach".



Autor: praca zbiorowa

Tytuł: ,,Przedwojenna Polska w liczbach".

Wydawnictwo: Bellona

Rok wydania: 2022 (wydanie II poprawione)

Ilość stron: 384

Moja ocena: 9/10


Dziękuję wydawnictwu Bellona za możliwość zapoznania się z tą skarbnicą wiedzy statystycznej o odrodzonej Polsce. 

Autorami opracowania są: Kamil Janicki, Dariusz Kaliński Rafał Kuzak oraz Aleksandra Zaprutko-Janicka. 

Konstrukcja omawianej książki przywodzi mi na myśl proces tworzenia się naszego państwa po odzyskaniu niepodległości. Kolejne rozdziały traktują o coraz to bardziej szczegółowych danych, całość zaczyna się od omówienia początków państwowości, granic, struktury ludności, aż po dostęp do nowinek technicznych z tamtych lat czy funkcjonowanie instytucji państwowych. Według mnie jest to rozwiązanie intrygujące, które służy lepszemu wyobrażeniu sobie jak złożonym procesem jest tworzenie się państwa. 

Dane pochodzą w największej mierze z dwóch spisów powszechnych, pierwszy odbył się w 1921 roku (nie objęto badaniami Górnego Śląska i Wilna), drugi odbył się w 1931 roku (dane publikowano przez 7 kolejnych lat). Ponadto autorzy sięgnęli do szeregu ustaw, dekretów, artykułów prasowych, wspomnień oraz opracowań szczegółowych związanych z omawianymi elementami działalności państwa. 

Plusem jest też spory zbiór zdjęć, ilustracji, przedruków (np. plakatów o referendach) dopasowanych do omawianego obszaru życia Polaków. Dzięki nim można sobie unaocznić pewne opisywane zjawiska i wydarzenia. 

Autorzy postąpili moim zdaniem roztropnie planując długość rozdziałów na ok. 10-15 stron każdy. Dzięki takiemu zabiegowi czytelnik nie znudzi się zanadto omawianą ,,kategorią" statystyczną, a gdy będzie chciał skorzystać z książki jak z pewnego rodzaju encyklopedii statystycznej odnalezienie potrzebnej informacji będzie dość proste. 

Z ciekawostek statystycznych jakie poznałem w czasie lektury omawianej książki mogę wymienić takie: 

1. Pierwsze telefony w Polsce pojawiły się w 1877 roku, jednak rozwój sieci był bardzo powolny. Początkowo dzwonić można było tylko z tzw. rozmównic na pocztach. 

2. W 1921 roku nastąpił rozwój lotnictwa pasażerskiego w Polsce. 

3. W 1929 roku LOT swoją działalnością powoduje likwidację kilku mniejszych przewoźników. 

4. W 1934 roku zaczęło działać lotnisko na Okęciu. 

Ponadto nie wiedziałem wcześniej, że w okolicach 1930 roku GUS manipulował niektórymi danymi statystycznymi, w szczególności związanymi z bezrobociem (czas Wielkiego Kryzysu). Czyniono to przez włączanie i wyłączanie ze zbiorów danych niektórych grup zawodowych (np. uczących się jednak bez pensji włączano do pracujących). W tym samym okresie w co 10 gminie była prohibicja, wiązało się to w głównej mierze z trudnymi do spełnienia przepisami regulującymi lokalizację wyszynku.  co więcej można było organizować referenda mające na celu wyrażenie woli mieszkańców o zakazie sprzedaży alkoholu. 

Plusy i minusy: 

+ Konstrukcja książki przypomina proces tworzenia się państwa. Dzięki temu czytelnik ma pewien fundament do zrozumienia dalszych danych statystycznych czy idących za nimi procesów. 

+ Rozdziały krótkie, a jednocześnie treściwe. Można wracać ze sporą łatwością do potrzebnych fragmentów później. 

+ Ilustracje, mapy, przedruki, które wspomagają zrozumienie omawianych zjawisk. 

+ Sporo ciekawostek, o których nie dowiemy się raczej na historii w szkole. 

- Dla niektórych odbiorców ilość statystycznych danych może być nieco za duża i mogą się zniechęcić do dalszej lektury. 

Pozdrawiam!

piątek, 12 sierpnia 2022

R.O.D.- ,,Hate speech".


,,Pisanie na temat muzyki jest jak tańczenie na temat architektury". Przypisywanie Frankowi Zappie. 

Zespół: R.O.D.

Płyta: ,,Hate Speech".

Wydawnictwo: Defense

Rok wydania: 2021

Czas trwania: 24:26

Moja ocena: 8/10

Zespół pochodzi z Lublina. Zaczynali w 2005 roku pod nazwą Inkubator, następnie zmienili nazwę na Razor of Death, aby ostatecznie skrócić ją do R.O.D. Omawiana płyta jest najnowszym ich dziełem (mają w dorobku jeszcze dwie długogrające płyty, poza tym dwa single i demo z 2009 roku). Omawianą płytę nagrali: Szlucher- gitary, wokal wspierający; Przemo- perkusja, Hesus- gitara basowa oraz Wafel- wokale. 

Krążek zawiera 10 utworów. Kawałki trwają od nieco ponad 1 minuty do trochę ponad 4 minut. 

Na uwagę zasługują następujące utwory: ,,Antifaker" za połączenie elementów trash z odrobiną hardcore. Podoba mi się wstęp do utworu, na który składają się dźwięki jakby z zamieszek (krzyki, tłuczenie szkła) i odpowiedź ze strony służb (wystrzały). Oczywiście można pewnie na różne sposoby to intro odbierać. ,,Hedonistic Generation" poza prędkością i intensywnością całości przynosi odrobinę popisów gitarowych (shredding tak zwany). ,,Get Offended" to powrót do kawalkady riffów, growlingu i intensywności doznań. ,,Pigs on Two Legs" przywodzą mi na myśl pewne echo ,,Folwarku zwierzęcego", w gadanej wstawce jest coś z tej książki. Utwór tytułowy przynosi największą intensywność muzycznych doznań. ,,Awkward Reality" to próba zmieszczenia intensywności, gitarowych umiejętności, trashowych emocji itd. w kawałku trwającym 1:26. Można porównać go do utworu Slayera pt. ,,Jesus Saves". 

Podsumowując mamy tu porządną dawkę trash metalu przyprawionego odrobiną wyczynowego grania na gitarze i elementami bliższymi nurtu hardcore. Wokale nie są zbytnio zróżnicowane, jednak instrumentaliści starają się nadrabiać poprzez wstawki zbliżone do progresywnych, przez zmiany tempa i intensywności. Podobne dźwięki słyszałem już wiele razy, nie mniej zawsze cieszy nowy zespół, nowy album i próby dania czegoś od siebie do gatunku. Zespół R.O.D. przyprawił znane składniki w całkiem przyjemny w odbiorze sposób. 

Pozdrawiam!

sobota, 6 sierpnia 2022

Pierre Clostermann- ,,Wielki cyrk".


 Autor: Pierre Clostermann

Tytuł: ,,Wielki cyrk"

Wydawnictwo: Bellona

Rok wydania: 2022

Ilość stron: 366

Tłumaczenie: January Grzędziński

Moja ocena: 8,5/10

Dziękuję wydawnictwu Bellona za możliwość zapoznania się z omawianą książką. 

Autor urodził się w 1921 roku w Brazylii. Kształcił się w Paryżu, w 1937 roku zdobył licencję pilota w brazylijskim aeroklubie. Po wybuchu wojny chciał wstąpić w szeregi alianckich sił powietrznych, jednak odmówiono mu ze ze względu na młody wiek. Przeniósł się do San Diego, aby dokształcić się (inżynieria aeronautyki) i zdobyć licencję pilota zawodowego. Od 1942 roku działał jako pilot w Wolnych Francuskich Siłach Powietrznych, później w RAF. Po wojnie rozpoczyna karierę polityczną, przechodzi od szczebla lokalnego, do parlamentarzysty we Francji. Założył zakład produkujący samoloty turystyczne, został wiceprezesem firmy Cessna.  

Historia opisana na kartach książki rozpoczyna się w momencie podróży bohatera z San Diego do Liverpoolu. Jak sam opisał czuł początkowo dużą obawę, nie wiedział czego może spodziewać się w ogarniętej wojną Europie. W Liverpoolu przechodzi przez ,,sito" mające na celu wyeliminowanie ewentualnych agentów. Zostaje pilotem myśliwca w Wolnych Francuskich Siłach Powietrznych. Kolejnym przystankiem była szkoła w Cromwell (Air Force College), gdzie autor wdrożył się w brytyjskie systemy nawigacji, komunikacji i wszelkie procedury lotnictwa wojskowego. Kolejnym krokiem do działań na arenie powietrznej był Dywizjon ,.Alzacja" w Szkocji. Ostatni etap szkolenia odbył się w Walii. Po nim bohater książki został włączony do Skrzydła Brytyjskiego (3-4 dywizjony) stacjonującego pod Londynem. Stamtąd udał się na swój pierwszy ,,cyrk" (czyli walki powietrzne w żargonie pilotów) nad Francję jako pilot samolotu Spitfire. Po pewnym czasie wraz z częścią kolegów zostaje oddelegowany do Dywizjonu w Glasgow. Autor wziął udział w sumie w ponad 400 misjach, w tym przed lądowaniem w Normandii. Od lipca 1944 wycofany z frontu. Do grudnia tego roku pracował w sztabie, jednak zdecydował się wrócić do walk. Przesiadł się na samoloty typu Typhoon i Tempest. Jego głównym zadaniem było zwalczanie rakiet V-1 w powietrzu. Przeniesiony do Holandii zostaje dowódcą eskadry. Ostatnim awansem było wyznaczenie go na dowódcę Skrzydła 122 (elitarna jednostka RAF). Autor odszedł ze służby w 1945 roku. W 1956 roku dołącza do sił francuskich w czasie wojny w Algierii. Jego zadania ograniczyły się do wywiadu i transportu drogą lotniczą. 

Plusy i minusy:

+ Wspomnienia uczestnika opisywanych wydarzeń.

+ Ma się wrażenie przebywania w pobliżu/w samolocie, tak sugestywne są opisy powietrznych zmagań. 

+ Nie za wiele specjalistycznych określeń, użyte zostają wyjaśnione w przypisach. 

- Raczej dla większych pasjonatów tematu. 

Pozdrawiam!

wtorek, 2 sierpnia 2022

Formis- ,,Pogromca".


,,Pisanie na temat muzyki jest jak tańczenie na temat architektury". Przypisywanie Frankowi Zappie. 

Zespół: Formis

Płyta: ,,Pogromca". 

Wydawnictwo: Defense

Rok wydania: 2022

Czas  trwania: 32:14

Moja ocena: 8,5/10

Dzięki wydawnictwu Defense miałem możliwość poznania tego albumu. 

Zespół pochodzi z Sosnowca. Działalność rozpoczął w 2010 roku. Na koncie ma cztery płyty długogrające. 

Omawiany krążek nagrali: Wojciech Nowak- gitara basowa; Marcina Zdeb- perkusja; Bartek ,,Barton" Szarek- wokale; Hubert Nowak- gitara rytmiczna oraz Dariusz ,,Daron" Kupis- gitary. 

Utwory trwają od pół minuty do prawie pięciu minut. Na krążek składa się 10 utworów. Wszystkie teksty są po polsku. 

Intro i outro zasługują na wyróżnienie ze względu na połączenie dźwięków wiolonczeli z gitarą. Dalej dostajemy mieszankę hard rocka z elementami metalu, w tym domieszki black metalowe czy nawet fragmenty death metalowe. 

,,Bunkier" przynosi ze sobą rozpędzone gitary, elementy hardcore, a także domieszkę hard rockowych patentów (wokal). ,,Czergid" to nieco przystępniejsze granie przetykane growlem i odrobiną death metalowych elementów. Gitary z kolei mają momenty kierujące całość w nieco progresywne rejony. ,,Pogromca" poza wcześniej opisanymi składowymi przynosi więcej progresywnych zagrywek instrumentalnych, które przyjemnie pieszczą uszy. ,,Pokutą będzie śmierć" to rajd w rejony pachnące z lekka black metalem (wokalista zmienia nieco sposób podawania tekstu, reszta zespołu także przenosi się odrobinę w stronę Skandynawii). ,,Przeklęty" to już większa dawka black metalowych rozwiązań, zmieszanych jednak z odrobiną przypraw death metalowych. 

Całość zasługuje na uznanie, przede wszystkim ze względu na polskie teksty. Czytane z książeczki nie oddają tego, co dzieje się, gdy wokalista zaczyna je  podawać (same wydają się nawet nieco dziwaczne, może nawet bez sensu). Muzycznie dzieje się sporo, płyta jest czymś na kształt podróży, w której można znaleźć kilka składowych. Podoba mi się sposób mieszania gatunków, parę piosenek można by nawet puścić w radio, zawierają w sobie pewne elementy przeboju. Poza tym na plus jest u mnie jak instrumentaliści potrafią poruszać się w obrębie jednego utworu w kilku stylistykach. Tak jak napisałem wyżej, na tym krążku dostajemy przede wszystkim solidną porcję gitarowych umiejętności, rozpostartych między death/trash metalem, przechodzących do hard rocka z domieszką hardcoru czy szczyptą black metalu. Bartek ,,Barton" Szarek zasługuje na plus za umiejętności przechodzenia między środkami wyrazu, poza tym podaje tekst w dość czytelny sposób. 

Pozdrawiam!

piątek, 29 lipca 2022

Lucio Russo- ,,Świat przed Kolumbem. Kontakty między cywilizacjami".

 

Autor: Lucio Russo

Tytuł: ,,Świat przed Kolumbem. Kontakty między cywilizacjami".

Wydawnictwo: Bellona

Rok wydania: 2019

Ilość stron: 311

Tłumaczenie: Anna Wójcicka

Moja ocena: 8,5/10

 
Dzięki wydawnictwu Bellona mogłem dowiedzieć się czegoś nowego o możliwych kontaktach między ludnością kontynentów przed dopłynięciem Kolumba do wybrzeży Ameryki. 

Autor jest włoskim naukowcem, zajmuje się przede wszystkim fizyką, matematyką oraz historią nauki. Za osiągnięcia związane z rachunkiem prawdopodobieństwa został mianowany profesorem nadzwyczajnym. Jego najważniejsza publikacja to ,,Zapomniana rewolucja. Grecka myśl naukowa, a nauka nowoczesna", w której analizuje rozwój nauk ścisłych w Aleksandrii w III wieku p.n.e. 

Książka podzielona jest na dwie części, w pierwszej dostajemy przykłady odkryć, wynalazków, które mogły się rozprzestrzenić po świecie w wyniku kontaktów między cywilizacjami. W drugiej części omówione zostały badania starożytnych greckich matematyków, które doprowadziły do oszacowania rozmiarów naszej planety czy wyznaczenia współrzędnych geograficznych wielu miejsc na świecie.     W moim odczuciu ciekawsza dla większości odbiorców jest analiza historyczna, bo ta dotycząca matematyki to dla mnie czarna magia. 

Autor analizuje jako pierwsze możliwe kontakty między Egiptem, a cywilizacjami żyjącymi wzdłuż Tygrysu z Eufratem oraz Indusu. Tu rozwój cywilizacjo mógł oprzeć się o relacje typu handlowego, bowiem położenie wyżej wymienionych państw w pewnym stopniu sprzyjało kontaktom (w porównaniu do wyprawy przez ocean to odległości tu nie przerażają tak bardzo). To samo dotyczy nieco późniejszej cywilizacji, którą nazywa się Kulturą Starej Europy. Swym zasięgiem objęła Bałkany, Anatolię, aż po Bliski Wschód. Odrębną kategorią relacji między  ludnością różnych państw jest ta dotycząca ewentualnych wypraw do Ameryki Północnej przed Kolumbem. 

Prawdopodobnie już ok. roku 1000 wikingowie osiedli na Grenlandii, wypuszczali się też do Nowej Funlandii. Zdarzenia te zapisane są w Sagach Islandii, Grenlandii czy w Sadze o Eryku Rudym. Niestety nie mamy zbyt wielu zapisków o ewentualnych wcześniejszych wyprawach w te rejony. W II wieku p.n.e. część zapisów została utracona w wyniku historycznych zawirowań (np. z biblioteki w Aleksandrii). Nie wiemy czy na podobne eskapady ruszali Grecy, albo Fenicjanie (nawet nie mamy wielu zapisów dotyczących opływania Europy). Z kolei w czasach działalności konkwistadorów zniszczono teksty miejscowych ludów, przez co nie mamy danych o możliwych odwiedzinach ich przedstawicieli np. w Europie. Wprawdzie współcześnie udowodniono, że możliwa jest podróż przez ocean na dość prymitywnej łodzi (choćby Thor Heyerdahl na tratwie Kon-Tiki czy w łodzi Ra), jednak brak historycznych źródeł pozostawia pewnego rodzaju znak zapytania. 

Część druga książki obejmuje już więcej rozważań i wyliczeń autora. Najpierw przedstawia dokonania takich uczonych ze starożytności jak Eratostenes z Cyreny czy Ptolemeusz. Dla mnie bardziej zajmujące były wyliczenia tego drugiego, w swoim dziele ,,Geografia" opisał ponad 6 tysięcy miejsc znanych mu, w tym określenie współrzędnych geograficznych. Jednak przy określaniu długości geograficznej popełnił błąd, który przesunął wiele z opisywanych miast w inne miejsce. Na tej podstawie autor omawianej książki snuje domysły na położeniem kilku wysp, które zostały opisane w starożytnych dziełach (Wyspy Szczęśliwe i Wyspa Thule). Te pierwsze po dogłębnej analizie i wyliczeniach ,,przesuwa" z okolic Wysp Kanaryjskich w stronę wybrzeży USA, co daje współrzędne Małych Antyli. Z kolei Wyspę Thule lokalizuje na wschodnim wybrzeżu Grenlandii. Szczerze mówiąc całość rozważań średnio do mnie przemówiła, o wiele więcej do myślenia dały mi fakty (znane mi wcześniej) i nie znane, niż takie suche, matematyczno-geograficzne działania. 

Plusy i minusy: 

+ Porcja mniej lub bardziej znanych faktów historycznych mogących potwierdzać kontakty między cywilizacjami przed wyprawą Kolumba. 

+ Całość daje do myślenia, rozwój alfabetu, rolnictwa, metalurgii itp. opisany w książce opierał się w jakiejś mierze na doświadczeniach innych ludów (pytanie oczywiście o drogę kontaktów). 

+ Aneks ze współrzędnymi geograficznymi wybranych miast z dzieła Ptolemeusza. Można prześledzić dokładność wyliczeń i niedokładność przy długościach geograficznych.  

- Druga część mocno matematyczno-geograficzna. Szereg wyliczeń, teoria wyliczeń, dla osób nie będących za pan brat (jak ja) z przedmiotami ścisłymi może to być coś nie do przejścia. 

- Potraktowanie nieco po macoszemu wyprawy Kon-Tiki czy wielu podobnych (np. na kajakach przez ocean). Opisanie ich mogłoby uzmysłowić i unaocznić, że przy chęciach i samozaparciu da się przepłynąć ocean nawet na niewielkiej i niekoniecznie stworzonej z nowoczesnych materiałów jednostce pływającej. 

Pozdrawiam!

poniedziałek, 25 lipca 2022

Christopher Macht- ,,Adolf Hitler. Mój dziennik".

Okładka książki

 

Autor: Christopher Macht

Tytuł: ,,Adolf Hitler. Mój dziennik".

Wydawnictwo: Bellona

Rok wydania: 2022

Ilość stron: 342

Moja ocena: -

Dziękuję wydawnictwu Bellona za możliwość przeczytania omawianej książki. 

Autor ma polskie korzenie (z Pomorza Zachodniego). Zajmuje się głównie tematyką II Wojny Światowej i Adolfem Hitlerem. 

Zdecydowałem się umieścić link do okładki i innych informacji z prostej przyczyny. Nie chcę na swoim blogu umieszczać postaci tak negatywnych jak Adolf Hitler (nawet na zdjęciu). 

Książka nie dostanie też ode mnie oceny, bowiem nie jestem w stanie takiej wystawić. Przede wszystkim wiąże się to z faktem, że sam pomysł publikacji zapisków (prawdziwych czy stylizowanych na takie) nazistów uważam za rzecz dyskusyjną.  Dziennik ten to kreacja, fikcyjny zapis przemyśleń dyktatora z lat 1930-1945. Niestety nie ma o tym wzmianki wyraźnej. Dopiero po pewnym czasie zapaliła mi się w głowie lampka, że takie zapiski chyba nie istnieją. Wtedy też zauważyłem mały dopisek na jednej ze stron tytułowych. Brzmi on tak: ,,Niniejsza publikacja mimo nadanego jej charakteru paradokumentalnego jest fikcją literacką, a zbieżność imion i nazwisk jest przypadkowa". 

Sam wizualny aspekt książki jest ciekawy, bowiem strony udają te, jakie mógł mieć zeszyt (notatnik) z tamtych czasów. Niestety w tym miejscu kończą się rzeczy na plus tak naprawdę. 

Z zapisków tego ,,dziennika" wyłania się obraz dyktatora z wielkim ego, wyobrażającego sobie, że jest równy bogom, a w rzeczywistości ma problemy zdrowotne, jest uzależniony od leków i narkotyków. Frustrujące w odbiorze były częste powtórzenia o charakterze antysemickim, w odniesieniu do osób z którymi rzekomo dyktator miał kontakty. To samo w kwestii obaw przywódcy III Rzeszy o zrobienie mu zdjęcia w kąpielówkach (nie wiedziałem czy mam się śmiać czy płakać w tych miejscach). Mały plus można dać za zdjęcia pojawiające się co jakiś czas, pokazują Hitlera w różnych sytuacjach życiowych (ale nie ma wśród nich żadnego, o które tak drżał ten fikcyjny zbrodniarz). 

Książka nie przynosi wielu nowych dla mnie informacji o tej postaci, o wiele więcej dowiedziałem się z serialu dokumentalnego. Brakuje też komentarza historycznego, nie ma nawet najmniejszej wzmianki o tym co działo się na świecie i w Europie w roku opisywanym w danym momencie. Dla osób nie zaznajomionych z meandrami przebiegu II Wojny Światowej książka może przynieść więcej szkód niż pożytku. Wolę nie myśleć o tych, którzy uwierzą, że to zapiski Hitlera i na przykład zaczną traktować tę książkę jak jakiś rodzaj przewodnika dla siebie czy drogowskazu. 

Autor nawiązuje też do epidemii koronawirusa (używa nazwy DIVOC na oznaczenie wirusa), a całość umieszcza w śnie Führera. To kolejny moment w którym nie wiedziałem jak mam zareagować. 

Plusy i minusy: 

+ Stylizacja stron na stary zeszyt.

+ Zdjęcia przedstawiające opisywane postaci (te najważniejsze). 


- Brak wyraźnej informacji (tylko mała wzmianka na stronie tytułowej) o fikcyjnym charakterze dzieła. 

- Brak komentarza historycznego do zdarzeń z danego roku wojny. 

- Wątpliwa postać do przedstawienia jej przemyśleń. 

Pozdrawiam!

czwartek, 21 lipca 2022

Bottlekopf- ,,The jokes are over".


,,Pisanie na temat muzyki jest jak tańczenie na temat architektury". Przypisywanie Frankowi Zappie. 

Zespół: Bottlekopf

Płyta: ,,The Jokes Are Over". 

Wydawnictwo: Defense (Psycho 2022)

Rok wydania: 2022

Czas trwania: 46:38

Moja ocena: 9,5/10

Dziękuję wydawnictwu Defense za możliwość zapoznania się z muzyką z wyżej wymienionej płyty. 

Zespół pochodzi z Katowic. Rozpoczął działalność w 2010 roku, na koncie ma jeszcze jedną płytę długogrającą oraz singiel. Tworzą go: wokalista i gitarzysta- Marek ,,Chłosta" Szefer; perkusista- Marcin Glanda oraz basista (sesyjny)- Tymoteusz Herman. 

Utwory z omawianej płyty mają od 1 minuty do trochę ponad 7 minut długości. Na krążek składa się 13 utworów.

Kilka kompozycji zasługuje na wyróżnienie. W ,,My breath" pojawia się już ta ciekawa mieszanina hard rocka z trash metalem. Brzmieniowo wokal jest jakby nad instrumentami, co w moim odczuciu dodaje mu jakby jeszcze odrobinę mocy. ,,Silent" przynosi spokojniejsze otwarcie, które przechodzi w zacną kawalkadę riffów. ,,Guest" to odrobina progresywnych gitar w ostrzejszym sosie, wokalista porusza się w dłuższych i czystszych frazach (maniera w stronę hard rocka). Kawałek pt. ,,Dead blues" spowodował, że w czasie słuchania miałem wielkiego banana na twarzy (rozmiar co najmniej XXL). Dawno nie słyszałem tak udanego połączenia smaczków hard rockowych polanych sosem z okolic bluesa. Utwór buja jak nie wiem co, jakby się dało to chciałbym więcej w tym klimacie. :) 

Podsumowując płyta zawiera w sobie niezły miks gatunkowy. Muzycznie dzieje się sporo, zmiany tempa, podziałów w czasie utworu. Wokalista zasługuje na słowa uznania za czytelne (na tle zbliżonych stylistycznie grup) podawanie tekstów, do tego potrafi całkiem dobrze zmienić charakter swojego śpiewu (growlu). Na plus zaliczę jeszcze książeczkę z tekstami, która swoją kolorystyką i fakturą przypomina drewno, klimatyczne ilustracje przypominające rzeźby z drewna oraz zdjęcia zespołu z koncertów podkręcają jeszcze odbiór całości. A czaszka na krążku CD, która została złożona z liter tworzących nazwę zespołu wymiata. 

Malutki minus to brak drugiej takiej piosenki jak ,,Dead blues" (ale taki tyci, tyci). :) Nie mniej zespół mogę polecić zarówno fanom stylistyki jak i tym, którzy dopiero zaczynają przygodę z takimi nutami. 

Pozdrawiam!

wtorek, 19 lipca 2022

Trochę komplikacji.

Rodzicielka wróciła 10 lipca znad morza. Od razu widać było, że nie czuje się najlepiej. Początkowo było podejrzenie, że to przeziębienie. W ogóle sporo osób w ośrodku coś złapało, kaszel, kichanie, to było coś powszechnego pod koniec pobytu. W miarę upływu dni sytuacja się nie polepszała. Ostatecznie w ten piątek udało się zamówić wizytę u lekarki. Poza lekami Rodzicielka dostała zalecenie zrobienia testu na koronawirusa. I wyszedł pozytywny. Co prawda nie jest to wyrocznia i ostateczna diagnoza, nie mniej coś jest na rzeczy. Też od paru dni czuję się do bani, męczy mnie odrobinę większy kaszel niż zwykle (taki na tle alergicznym), dołączył też katar. Ogólnie jednak samopoczucie mam w granicach 6.5-8/10. Pewnie trzy dawki szczepionki dały mi tyle, że objawy nie są jakieś poważne. Nie mniej sytuacja, o ile to naprawdę COVID jest trochę skomplikowana (bo pewne plany się muszą przesunąć, no ale trudno). 

Dziś polecam: Popol Vuh (rock, krautrock, rock progresywny), Portrayal Of Guilt  (black metal, grindcore, post-hardcore, screamo) oraz Portugal. The Man (rock alternatywny, rock psychodeliczny, pop psychodeliczny, rock eksperymentalny, indie rock). 

Pozdrawiam!