piątek, 11 lutego 2022

Jest dobrze. Recenzje płyt.

2 lutego byłem w Centrum Onkologii na kontroli. Wszystko poszło sprawnie, a co najbardziej mnie podbudowało to fakt zapisania mnie na jeszcze jedna badania- scyntygrafię. Na razie czekam na informację kiedy mam się stawić, wszystko ma być stacjonarnie w ciągu trzech dni chyba. Poza tym miałem oznaczane markery, nikt nie dzwonił na razie, co oznacza, że wszystko na tym etapie jest OK. 

Rehabilitacja wkracza powoli na ostatnią prostą, w okolicy marca zakończę spotkania, pewnie tylko zostanę z ćwiczeniami i w końcu będę mógł wrócić na rower. Bardzo cieszy mnie taki rozwój spraw, bo do pewnego momentu (przełom grudnia i stycznia tego roku) wydawało się, że trzeba będzie poszukać pomocy lekarskiej w postaci iniekcji sterydu czy coś w tym guście, aby kolano lepiej się zginało. 

Wczoraj przypomniałem sobie o słuchawkach bezprzewodowych, włączyłem sobie parę płyt i muszę powiedzieć, że to jest to. Jednak lepsze jest chyba słuchanie hard rocka, metalu itp. głośno. Przy płycie Kadavar ,,Berlin" porwał mnie na dłuższy czas dziki taniec. Ale można podciągnąć taniec pod rehabilitację chyba. (albo formę szaleństwa) :D 

Wczoraj dostałem strzał w samo serce jak przeczytałem o śmierci Romana Kostrzewskiego. Czytałem jakiś czas temu o przełożonych koncertach, operacji lidera grupy KAT, jednak nie sądziłem, że to wszystko skończy się tak szybko. Miałem marzenie, aby zobaczyć grupę z nim na czele na żywo, teraz to marzenie bez szans na spełnienie (bo w mojej opinii KAT nr 2 to podróbka). Czytałem parę razy wywiad-rzekę z Kostrzewskim i jawił mi się jako niesamowity człowiek. Nawet przez kartki biła życiowa mądrość, czuć było jak jego zwoje mózgowe pracują, aby każda kwestia została w pełni wyjaśniona. Aż się wierzyć nie chce jak się dostaje takie strzały z mediów. 

Z pewnym opóźnieniem przedstawiam recenzje płyt, które dostałem pod choinkę. 

Frank Zappa- Apostrophe (`). 

Do tej pory słuchałem pojedynczych utworów tego wykonawcy. Najbardziej podoba mi się chyba brzmienie jego głosu w połączeniu z pomysłami muzycznymi. W wypadku tej płyty spora część jest inspirowana snem Zappy, w którym był Eskimosem. Całość to połączenie rocka komediowego (choćby zakaz jedzenia żółtego śniegu), rocka progresywnego, hard rocka i jazz fusion. Najbardziej wpadły mi w ucho kawałki z chórkami i rozbudowanymi fragmentami sekcji rytmicznej i gitary Mistrza. Podsumowując można napisać, że każdy znajdzie tu dla siebie jakieś miłe nuty.  Daję 8,5/10. 

Kult- Ostatnia Płyta. 

Jako wielki fan tej grupy mógłbym słodzić bardzo na temat tej płyty. Niestety jest ona sporym rozczarowaniem w moim odczuciu. Muzycznie ogólnie ujmując jest nadal w stylu grupy wszystko. Nawet zmiana muzyków nie wpłynęła jakoś znacząco na całość. Jednak pewnym problemem, który zauważyłem już przy płycie ,,Wstyd" są teksty Kazika. Do tej pory wiele z nich byłem w stanie zapamiętać i cytować ich obszerne fragmenty. Tu niestety będzie z tym ciężko, albo nawet nie będę w stanie. Wydaje mi się, że Kazik przeżywa jakiegoś rodzaju kryzys twórczy. W tekstach zdarzają się rymy nie przystające do poprzednich dokonań tego Artysty, tak jakby brakowało mu pomysłów do opisania zjawisk wokoło. Pozytywem jest kondycja wokalna Kazika, gdyby jeszcze ten element zawiódł, byłoby słabo jak nie wiem. Nie mniej wysłuchanie całego albumu na jeden raz męczy, co w przypadku Kultu jest czymś do tej pory mi nie znanym. Na plus należy zaliczyć następujące utwory: ,,Chcę miłości", ,,Wiara", ,,Opowieść z pandemii" oraz ,,Rafi". Reszta to niestety większe lub mniejsze wypełniacze. Daję 6,5/10. 

Muchy- Karma Market. 

Spora różnorodność i rozpiętość muzyczna, wszystko jednak ujęte w przyjemne dla ucha melodie, zarówno gitarowo zaznaczone, jak i z odrobiną elektroniki. Na plus można zaliczyć też mieszankę tekstów po polski i po angielsku (3/9 wszystkich). Dzięki temu cała płyta jest dość różnorodna, nie znudzi się po jednym wysłuchaniu. Daję 8,5/10. 

Joy Division- Closer (wersja z 2007 roku, dodatkowa płyta z koncertu na Uniwersytecie w Londynie z 1980 roku).

Na dodatkowym dysku live jest mój ulubiony kawałek grupy pt. ,,Love Will Tear Us Apart". Pozostałe wykonania na żywo pochodzą m.in. z pierwszej płyty zespołu. Całość doskonale wpisuje się w gatunek post-punk, jak również zimnej fali. Dźwięki instrumentów są w większości jak mechaniczne, pozbawione nieco ludzkiego wymiaru, podobnie ze śpiewem Iana Curtisa (jednak jak wie się o jego losie, wtedy całość albumu można odebrać jeszcze na dodatkowym poziomie). Nie mniej znaleźć można w tej pozycji melodie, może poukrywane wśród charakterystycznych dla w/w nurtów patentów, jednak da się je odkryć. Ogólnie ciężko opisać całość doznań, najlepiej samemu odkryć ten krążek. Daję 9/10.

Myslovitz-Myslovitz (wersja z 2018 roku z trzema dodatkowymi utworami). Można za Wikipedią uznać, że utwory krótsze to pogranicze pop-rock, zaś od utworu ,,Maj" zaczyna się bardziej psychodeliczna jazda, a także dłuższa jeśli chodzi o czas trwania utworów. Muszę powiedzieć, że chyba właśnie ta druga część bardziej mnie przekonuje. Chociaż z tej bardziej piosenkowej podobają mi się ,,Papierowe skrzydła", ,,Zgon" i ,,Przedtem". Z tej psychodelicznej części wyróżnię szczególnie ,,Maj", jakoś mniej lub bardziej świadomie odnoszę sytuacje tam ukazane do swoich przeżyć. Poza tym niczego sobie są ,,Deszcz" oraz ,,Good Day My Angel". Daję 8,6/10. 

Dziś polecam: Ariel Pink (Lo-fi, pop, muzyka eksperymentalna), Around The Fire (doom metal, stoner metal, folk metal) oraz Asaf Avidan (folk, folk rock, blues, rock). 

Pozdrawiam!

wtorek, 1 lutego 2022

Widać i czuć zmiany. Muzyczne przemyślenia.

Muszę powiedzieć, że ćwiczenia z workiem (sand bag- u mnie bardziej water bag) dają rezultaty. Początkowo miałem nieco zakwasów, jednak wiedziałem, że należy leczyć się tym, czym się zatrułem. Ćwiczyłem więc dalej, aż zakwasy zniknęły. Za to zaczyna poprawiać się stabilność nóg, siła mięśni też wydaje się być lepsza. Ogólnie sprawność operowanego kolana jest już fajna, jakieś ewentualne blokady czy lekki ból zdarzają się coraz rzadziej. I to jest najważniejsze. 

Słuchając różnorodnych nagrań z wielkiego muzycznego wora pt. deathcore/metalcore/death metal mam dwie zagwozdki. Pierwsza dotyczy tego w jaki sposób perkusiści są w stanie utrzymywać przez cały utwór często wielkie prędkości gry. W studio można pewnie podeprzeć się automatem perkusyjnym/jakimiś nakładkami w programie, jednak na koncercie wypadałoby to dość słabo. Parę razy próbowałem nadążyć za tymi muzykami na ,,powietrznej perkusji", jednak po paru sekundach wymiękałem. Druga dotyczy tego ile czasu trzeba, aby opanować growling. Kiedyś widziałem na YT filmik, w którym jeden koleś twierdzi, że ćwiczy ponad 20 lat, jak dla mnie Kosmos. O ile growling bez czytelnych słów wydaje się być prostszy, o tyle przekazanie wyraźnie treści jawi mi się jako coś niemal nierealnego do osiągnięcia. W tej dziedzinie jak na razie to jedynie udaje mi się czasem wydobyć z siebie nieudolne pig squeale, a i to raczej na jednym poziomie brzmienia. :D 

Dziś polecam: Nanga (cold rap, techno, zimna fala, jazz, reggae), RAT KRU (techno, rap, betonowa samba) oraz Black Mountain (rock psychodeliczny, stoner rock, rock alternatywny). 

Pozdrawiam!

niedziela, 23 stycznia 2022

Pudzian domowy.

Niedługo (pewnie już w ten poniedziałek) będę jak Pudzian, tylko w wersji domowej. Rehabilitant zalecił zakup tzw. sand baga, czyli ciężaru do ćwiczeń. Mój to będzie bardziej water bag, bo wodę się nalewa do środka (ogólnie to jakby taki tubus czy coś w tym stylu z uchwytami). Całość napełniona maksymalnie ma ważyć 20 kilogramów. Z tym na karku będę robił m.in. przysiady. Zobaczymy co to da. Mam też stosować kolagen specjalny, żeby kolano się lepiej regenerowało. Na razie efekty ćwiczeń, zwłaszcza rower stacjonarny są zadowalające. Dziś nawet zszedłem po schodach normalnie już, a nie co drugi stopień. 

Dziś polecam: Beastial Piglord (eksperymentalny death metal, awangardowy sludge, doom metal), Bhimsen Joshi (khayal, klasyczna muzyka hinduska) oraz Birdy (pop, rock, rock alternatywny, indie rock). 

Pozdrawiam!

sobota, 15 stycznia 2022

Ciągła zmiana ulubionych rzeczy.

Zauważam y siebie coraz częściej zmiany w rzeczach, które lubię. Najdziwniejszą z nich jest przekonanie się do mięsa z odrobiną tłuszczu, kiedyś nie do pomyślenia, abym zjadł coś takiego. A dziś zwłaszcza z zupą typu krupnik czy podobną zjadam ze smakiem. W muzyce z kolei zaczynam jeszcze bardziej (poza ulubionymi ostrzejszymi kawałkami) poszukiwać dźwięków sprzed moich narodzin. Ostatnio słucham sobie takich wykonawców jak Anna German, Ewa Demarczyk (tekst, muzyka, wykonanie, wszystko o czymś, w jakimś celu, a nie papka radiowa jaką dziś się najczęściej spotyka), Ałła Pugaczowa (język rosyjski podoba mi się w brzmieniu, choć nie za wiele rozumiem) czy ABBA (melodie tak zabójczo chwytliwe, że głowa mała, do tego właściwie każdy numer to hit). Nie mam pojęcia dokładnie co to może oznaczać, takie zmienianie się moich przyzwyczajeń czy ulubionych rzeczy. 

Na ostatniej rehabilitacji nogi czułem się jak koń. Rehabilitant za pomocą różnych metalowych prętów wygiętych w różne formy dziubał mnie w ścięgno Achillesa, rozciągał je, potem zmniejszał objętość itp. itd. Wypisz, wymaluj działanie na końskim kopycie przez kowala. :D 

Postanowiłem poćwiczyć sobie angielski. W tym celu wziąłem z biblioteki jedną z części o Harrym Potterze (o więźniu Azkabanu). Co ciekawe jak na razie idzie mi całkiem dobrze, może dlatego, że pamiętam mniej więcej co działo się w tej części przygód tego czarodzieja. Zobaczymy co będzie później. :) 

Dziś polecam: Bleachers (indie pop, synth-pop, nowa fala, rock alternatywny), Blind Channel (metal alternatywny, nu-metal, post hardcore) oraz Blood Cultures (eksperymentalna, indie pop, pop psychodeliczny, electropop, chillwave). 

Pozdrawiam!

sobota, 8 stycznia 2022

Bill Gates miał świetny pomysł.

Ten Bill Gates to jednak zmyślny koleś, bo moja aktualizacja chipu ze szczepionki dała mi zupełnie nowe funkcje. Dziś odkryłem, że mogę zakłócać fale radiowe, dzięki czemu zamiast muzyki czy gadania w radio słychać tylko trzaski. Do tego chip fajnie łączy się z telefonem, z komputerem, brakuje jeszcze oprogramowania do okularów, żeby móc zanurzać się w technologicznym morzu częściej, jednak i to pewnie dopracują. 

A już na poważnie, wczoraj poszedłem przyjąć trzecią dawkę szczepionki przeciwko koronawirusowi. Miła pani wykonująca zastrzyki zaproponowała mi jeszcze szczepienie przeciwko grypie. Przyjąłem i to. Bo nie marzę o niczym innym jak o swoim bezpieczeństwie i bezpieczeństwie osób koło mnie. Nie mówiąc o możliwości powrotu względnie normalnego świata. Przed szczepieniem nasłuchałem się od Rodzicielki opowiadań jak to anty szczepionkowcy szaleją, też tacy znani nam osobiście. Dziwię się im, szczególnie osobom wykształconym w dziedzinach takich jak biologia czy nawet po AWF. Dziwię się osobom, które mają choroby przewlekłe. Dziwię się, jednak nie mam zamiaru za nich odpowiadać. A ich ,,argumenty" chcę jak najszybciej usunąć z głowy. Trzeba w takich momentach w coś wierzyć, a ja chcę wierzyć nauce. 

Z pozytywnych wieści moja noga jest już na tyle w dobrej kondycji, że próbuję jazdy na rowerze stacjonarnym. Podobno to bardzo dobre ćwiczenie, w Konstancinie dużo osób korzystało. Może nie jestem jeszcze jak Rafał Majka, jednak z każdym dniem widać drobną poprawę względem dnia poprzedniego. 

Dziś polecam: Abbadon (hardcore punk), Budzy i Trupia Czaszka (rock, hardcore punk) oraz Chemia (rock, post-grunge). 

Pozdrawiam!

poniedziałek, 3 stycznia 2022

Nowy Rok.

Sylwester wypadł całkiem dobrze, znów spędziliśmy czas tylko we dwójkę. Programy muzyczne jakie były na TVP 2 i Polsacie zupełnie nam się nie spodobały. Poza tym jak patrzyłem na te tłumy ludzi bez maseczek lub z maseczkami pod brodą to mi się od razu zimno robiło na myśl o najbliższych dniach. Dobrze, że trafiłem na koncert ABBY z TVP sprzed wielu, wielu lat. To jest dopiero muzyka przez duże M, a nie muzykopodobna papka serwowana teraz niemal wszędzie. 

Mieliśmy też trochę jedzenia bardziej świątecznego, najciekawsza była sałatka, na którą kroiłem składniki. Coś mi nie wyszło i kostka jest zdecydowanie za duża.  Za to żołądek nie miał uwag co do tego aspektu kulinarnych działań. :D

Dziś polecam: Dehumaniser (trash metal), Demolition Hammer (trash metal) oraz Deserted Fear (death metal). 

Pozdrawiam!

czwartek, 30 grudnia 2021

Po Świętach.

Świąteczny czas wbrew moim obawom minął mi w całkiem dobrej atmosferze. Chociaż Wigilia w dwie osoby to było dla mnie pewne nowum. Jednak w obecnej sytuacji wokół nas lepiej było dmuchać na zimne. 

Zauważyłem u siebie pewną zmianę w słuchanej muzyce, od jakiegoś czasu bardziej niż kiedykolwiek podobają mi się utwory maksymalnie przepełnione odhumanizowanymi wokalami, w ekstremalnych tempach itd. Może w ten sposób chcę nagromadzone od maja emocje wypuścić, sam nie wiem. 

Dziś polecam: Black Mirrors (garage rock, blues rock), Black Pumas (soul psychodeliczny, R&B, soul) oraz Black Rainbows (stoner rock). 

Pozdrawiam! 

niedziela, 19 grudnia 2021

Swoiste podsumowanie.

Witajcie!

Postanowiłem naskrobać, choćby w przybliżeniu co działo się u mnie w ostatnich miesiącach. 

Maj. 

Strasznie dużo się działo jeśli chodzi o załatwienie formalności związanych z pogrzebem. Najgorzej chyba było w szpitalu, odbieranie rzeczy po Staruszku, odbieranie aktu zgonu itp. Potem jakoś było w miarę, pewnie ze względu na moje wizyty u pani psycholog. 

W dniu pogrzebu pomogła nam dość mocno koleżanka Rodzicielki z pracy, przede wszystkim zawiozła nas na cmentarz. Na miejscu okazało się, że przyszli m.in. nasi dawni sąsiedzi z piętra niżej, członkowie rodziny ze strony Staruszka spoza Warszawy, moi Rodzice Chrzestni, a nawet pani od ubezpieczenia naszego mieszkania. W sumie mogło być ok. 50 osób. Największe jednak wzruszenie przeżyłem jak zobaczyłem naszych wspólnych znajomych z Olsztyna, z którymi znamy się ponad 20 lat, wiele razy bywaliśmy u nich na działce, oni u nas w domu. Niesamowite było to, że mieli chęć przyjechać tyle, żeby pożegnać Staruszka, a potem właściwie od razu wrócili do siebie, bo mieli jeszcze sprawy związane ze zdrowiem do rozwiązania. 

Wszystko pewnie wyniknęło z tego, że Staruszek był do choroby człowiekiem rozsiewającym wokół siebie pozytywną atmosferę. Jak na przykład pojawiał się w banku, to panie tam pracujące od razu mówiły, że przyszedł ich ulubiony klient (sądzę, że nie było to takie gadanie ,,okrągłe" tylko). Samą ceremonię pamiętam już średnio dokładnie, na pewno podobało mi się, że wszystko prowadził Mistrz Ceremonii (tak Staruszek chciał, tak samo z kremacją było), bo całość nie była taka sztampowa jak zdarza się przy prowadzeniu całości przez księdza. 

W maju też wziąłem się za swoje kolano. Pierwszy ortopeda zrobił USG i właściwie nie wiedział w czym rzecz. Wysłał mnie na rehabilitację, która w świetle późniejszych ustaleń była potrzebna jak rybie ręcznik. Zaaplikował mi laser i Solux. Wracałem do niego jeszcze parę razy, ściągał mi z kolana płyn. Ogólnie maj był pełny raczej niemiłych zdarzeń i emocji. 

Czerwiec. 

W czerwcu były moje 30-te urodziny. Odbyło się wszystko w całkiem dobrej atmosferze, mimo faktu, że tylko ja z Rodzicielką byłem. Zjedliśmy bezę z owocami i właściwie tyle jeśli chodzi o czerwiec. 

Chyba jeszcze w czerwcu byłem kolejny raz u ortopedy, znów nic nie wymyślił nowego. 

Lipiec. 

Właściwie nie pamiętam nic szczególnego w tym miesiącu. Chyba sztampowo dość było, wyróżnić można  tylko moją psychoterapię (wszedłem na inny poziom wyrażania słowami emocji jakie we mnie siedzą, mówienia o stracie itp.). 

Sierpień. 

Trochę mroczny miesiąc, z tego co pamiętam. Jakoś wtedy tęsknota za Staruszkiem zwiększyła się do rozmiarów większych niż we wcześniejszych miesiącach. 

Rodzicielka pojechała wtedy sama na tydzień na działkę do rodziny Staruszka. Ja zostałem w domu i niby było ok, jednak z biegiem dni pogarszało mi się samopoczucie. Nawet był taki moment, że jak chodziłem po naszym mieszkaniu po zmroku to miałem skojarzenia z filmikami z Sieci, gdzie w Japonii są kręcone takie dziwne rzeczy. Jakoś umysł po prostu zaczął robić mi figle, do tego właściwie całymi dniami się obijałem, objadałem i myślałem o Staruszku i co to w ogóle będzie. 

Byłem chyba też w tym miesiącu u innego ortopedy, poleconego przez córkę mojej Mamy Chrzestnej. Facet rozczarował mnie dokumentnie, bo nic nie zalecił poza rezonansem, do tego albo w klinice gdzie przyjmował, albo w drugiej, pewnie zaprzyjaźnionej. Cena taka, że głowa mała. 

Wrzesień. 

Trafiłem do kolejnego ortopedy, który zalecił ten rezonans, tym razem sporo tańszy niż tam. Okazało się, że mam uszkodzenie łąkotki typu ,,ptasi dziób". Kawałek tego półksiężyca urwał się i zablokował mi kolano. Pan doktor wyjaśnił mi wszystko, poczynając od tego gdzie jest łąkotka, jak wygląda, po przebieg zabiegu artroskopii. 

Październik. 

7 października zostałem przyjęty w szpitalu przy tej klinice, gdzie zostałem ostatecznie zdiagnozowany. Muszę powiedzieć, że wszystko było na wysokim poziomie, anestezjolog wszystko wyjaśniał, informował itd. Po zabiegu najdziwniejszym uczuciem było to jak wracało mi czucie w nogach. Miałem prawą nogę od kolana w dół pomalowaną na pomarańczowo płynem do dezynfekcji i wyglądało wszystko naprawdę dziwacznie. A pierwsze ruchy prawą stopą należą do najdziwniejszych rzeczy jakich doświadczyłem (w początkowej fazie odpuszczania znieczulenia). Jedzenie i opieka pielęgniarska też zacna. Następnego dnia przyszedł do mnie rehabilitant, abym wstał i się przeszedł. Muszę powiedzieć, że mało nie zszedłem wtedy, tak już pojawił się ból w nodze. Nawet o kulach ledwo mi szło. Jak wróciłem do domu na kolejny dzień to właściwie wszystko szło mi jak po grudzie. Do dziś zastanawiam się jak dałem radę wejść na trzecie piętro. Początkowo funkcjonowanie z kulami przyprawiało mnie o mdłości, często rzucałem nimi po mieszkaniu w złości. Jednak z dnia na dzień wszystkiego się nauczyłem. Zaczął przychodzić do mnie rehabilitant, który spowodował, że stopniowo czułem się coraz pewnej. 

Pod koniec miesiąca, pojechałem na dwa tygodnie do Konstancina na turnus rehabilitacyjny. Była to dla mnie ostateczna szkoła samodzielności, pod koniec pobytu łaziłem już z przyjemnością niemal po korytarzach kompleksu medycznego. 

Listopad/Grudzień. 

Jak byłem już w domu w początkach listopada wróciłem do rehabilitacji stacjonarnej (do dziś trwa). Widzę efekty, już od miesiąca chyba poruszam się bez kul, ufam też coraz bardziej operowanej nodze. 

Widzę niestety też, że zaczyna się mój okołoświąteczny dół psychiczny. Nie wiem od czego to zależy, od paru lat przed Wigilią czuję się jak dętka. 

W styczniu najważniejszą sprawą będzie moje szczepienie 3. dawką. W połowie miesiąca będę musiał zrobić sobie badania, bo w lutym mam wizytę w Instytucie Onkologii (ostatnia kontrola tam o ile pamiętam). 

*************************************************************************

Życzę Wam wszystkiego dobrego na Święta, w miarę spokojnego czasu, spędzonego w rodzinnej atmosferze. W Nowym Roku życzę dużo zdrowia, pomyślności, spełnienia marzeń i wszystkiego co najlepsze. 

Pozdrawiam!

poniedziałek, 24 maja 2021

Pożegnanie.

Staruszek odszedł od nas 17 maja, o godzinie 8.55. W kolejnych dniach mieliśmy do załatwienia różne sprawy związane z tą sytuacją. Najgorzej chyba w szpitalu było jak przyjechaliśmy po odbiór rzeczy. Na razie nie dociera do mnie w pełni co się stało. Pogrzeb będzie 31 maja. 

Jakby tego było mało to coś zrobiłem sobie z kolanem, spuchnięte mam już dobry tydzień, boli itd. Dziś mam wizytę u ortopedy, zobaczę co to się stało dopiero tam. 

Podtrzymuję wszystkie słowa z poprzedniej notki, jak będę w stanie i znajdę chęć do pisania to wrócę. Na razie muszę to sobie wszystko poukładać jakoś. 

Pozdrawiam!

piątek, 14 maja 2021

Jest beznadziejnie.

Przepraszam wszystkich, że na razie nie jestem w stanie odpisać na komentarze. Jedynie co, to staram się zaglądać do Was, czytam najnowsze wieści. Ogólnie mówiąc można określić mój stan jako za przeproszeniem rozpieprzenie totalne. 

Osiem dni po operacji Staruszka zaczęły się pierwsze komplikacje, wcześniej jeśli dobrze pamiętam był krótki epizod jakby małego udaru, jednak tomografia wykluczyła taką możliwość (to był tzw. TIA). Wtedy też okazało się, że poniżej stomii jest wyciek, trzeba było zrobić operację kolejną, pojawiły się początki zapalenia otrzewnej. W kolejnych dniach wszystko zdawało się iść ku lepszemu, chociaż dwie operacje w dwa tygodnie mniej więcej to raczej słaba sytuacja. Nie mniej odzyskałem z Rodzicielką kontakt, może tylko przeszkadzał nam problem Staruszka z mówieniem od rury intubacyjnej. Po kolejnych ośmiu dniach pojawił się kolejny problem, prawdopodobieństwo przetoki, trzeba było zrobić kolejną operację. W jej trakcie okazało się, że to nie przetoka a jakiś stary ropień. Od 6 maja Staruszek jest już na OIOM-ie (po drugiej operacji też był, pół dnia, jednak został ustabilizowany i odesłany na salę ogólną), podłączony do respiratora. Z każdym kolejnym dniem okazuje się, że coraz mniej narządów pracuje, najpierw wątroba przestała w pełni działać, potem nerki i jelita. Właściwie sytuacja jest z gatunku horrorów, oczekiwanie na najgorsze. 

Czuję się okropnie, choć mam chwile jakiegoś odprężenia od tych wszystkich myśli. Jednak jak one nadchodzą to są z gatunku najgorszego. Analizuję ostatnie rozmowy ze Staruszkiem przez telefon. Na przykład taką jak po pierwszej operacji mówił Rodzicielce, że dostał kanapkę, w związku z obolałym gardłem miał problem z przełykaniem, zażartował jednak, że ma przecież dużo czasu, aby ją zjeść. Albo rozmowę ze mną przed ostatnią operacją, to była forma takiego przypomnienia (choć wiedzieliśmy od lekarza wcześniej już o planach takich), gdzie mimo wszystko wyczułem już wielki strach w głosie Staruszka. 

Lekarze z OIOM-u starają się oczywiście jak tylko mogą, przede wszystkim znoszą cierpienia Staruszka. Najładniej powiedziała pani ordynator jak rozmawiała z nami, że robią co mogą, podają leki przeciwbólowe, antybiotyki, jednak wygląda na to, że pan Michał (czyli Staruszek) wybrał inną drogę. 

Jedynym moim pocieszeniem jest fakt, że jeśli nastąpi najgorsze to Staruszek nie będzie więcej cierpiał, poza tym może spotka się w niebie ze swoimi Rodzicami, kuzynami i resztą rodziny czy znajomych, których nie ma wśród nas. 

Od tego czwartku chodzę do psychoterapeutki, żeby ogarnąć najpierw temat odchodzenia bliskiej osoby, żałoby itd., a później by zmienić nieco mój sposób nawiązywania kontaktów z ludźmi, bycia z nimi. 

Nie mogę obiecać, że wrócę na blog. Nie umiem powiedzieć kiedy może to nastąpić. Pamiętam o Was, myślę z sympatią, a jak będę miał więcej sił i chęci to pewnie przeczytam nowości Wasze. 

Pozdrawiam!