25 września kręciliśmy się po najbliższej okolicy. Najpierw poszliśmy nadmorską promenadą do Puerto Banus, a po 17, gdy pani rezydent wskazała nam właściwie linie autobusowe wybraliśmy się do Marbelli.
Muszę powiedzieć, że tego dnia dałem się nabrać swojemu mózgowi. Ustaliłem bowiem dość autokratycznie na podstawie nazwy wypisanej na bilecie, jak nazywa się przystanek powrotny, co przyniosło później, przynajmniej początkowo średnie skutki.
W Marbelli pokręciliśmy się w okolicy głównej ulicy, skąd odjeżdżały te autobusy. Poszliśmy sobie też na stare miasto, zobaczyliśmy wieczorową porą dość znany Plac Pomarańczy, parę przyjemnych małych uliczek, z różnymi kamienicami, sklepami itp. Zrobiło się ciemno na tyle, że zdecydowaliśmy się wrócić. Pewny siebie podałem kierowcy nazwę rzekomego przystanku, po czym rozsiadłem się jak basza. Rodzicielka po jakimś czasie zaczęła chyba podejrzewać, że coś jest nie tak, bo zwróciła mi uwagę, że autobus coraz bardziej zaczyna wjeżdżać w małe uliczki. Ja nadal pewny siebie odpowiedziałem, że nie ma co się martwić, bo tak pewnie przebiega trasa, by mogło jak najwięcej osób korzystać z połączenia. Jednak po parunastu kolejnych minutach i mnie zaczęły nachodzić wątpliwości. Ostatecznie okazało się, że wylądowaliśmy w San Pedro, oddalonym od hotelu o jakieś 2-3 kilometry. Po jakimś czasie udało się dogadać z kierowcą, należało zaczekać na ten sam autobus na kolejnym przystanku, tym razem kierowca wskazał nam, kiedy musimy wysiąść. Po tej przygodzie spojrzałem na rozkład jazdy, okazało się, że przystanek nazwany został od znajdującej się po drugiej stronie drogi szybkiego ruchu restauracji.
Zdjęcia w kolejności przedstawiają: 1,2 i 3- hotel, 4,5 i 6- promenada, 7 i 8- Marbella po zmierzchu.
Zdjęcia w kolejności przedstawiają: 1,2 i 3- hotel, 4,5 i 6- promenada, 7 i 8- Marbella po zmierzchu.
Dziś polecam: Blessthefall (metalcore, screamo, post hardcore), Blind Faith (blues rock) oraz Blind Guardian (speed metal, power metal).
Pozdrawiam!







